Popularność w naszym kraju metody NVC – Porozumienia bez Przemocy, opracowanej przez Marshalla B. Rosenberga, propagowanie asertywnej postawy jako wyznacznika dojrzałości, eksponowanie słowa „empatia” przy okazji różnych rozwojowych kursów i szkoleń może doprowadzić do wzrostu kobiecej naiwności wobec otaczającego świata. Naiwność ta bazuje na przekonaniu, że wystarczy nauczyć się „języka serca”, sztuki obrony swoich granic z poszanowaniem granic drugiego człowieka oraz wyrozumiałości wobec ludzkich wad charakteru, by uzyskać kontrolę nad całym tego świata złem, okiełznać je, oswoić, a tym samym unieszkodliwić.

Otóż nie wystarczy. Gdy do kogoś, kto próbuje wyrwać naszą torebkę zaczniemy przemawiać według metody NVC: Podbiegł Pan do mnie i próbuje mnie okraść (spostrzeżenie), czuję się przerażona (uczucie), dla mnie jest ważne, aby chronione było prawo własności (potrzeba), czy mógłby Pan zatem zaniechać swojego zamiaru i odejść? (prośba), możemy nie zdążyć dokończyć zdania w obecności złodzieja. Gdy asertywnie odmówimy prośbie osoby narcystycznej, ta może nas potem bierno-agresywnie atakować, oskarżając o egoizm. Gdy z empatią podejdziemy do wspólniczki, która nas oszukuje, rozumiejąc tego przyczyny (tkwiące oczywiście w dzieciństwie) oraz trudną sytuację, w której się znajduje, i nie zadbamy przez to o swój interes, splajtujemy.

Język serca, asertywność, empatia mogą nas zgubić, jeśli przyjmiemy, że są jedynie słusznym sposobem postępowania w różnych relacjach i sytuacjach życiowych. Takie sposoby są trzy, żaden ani lepszy, ani gorszy od pozostałych. Sztuką jest umieć świadomie wybrać ten właściwy, adekwatny do okoliczności, najbardziej nam służący, czyli taki, w którym korzyści przewyższają straty.

Te trzy sposoby to:

– przyjęcie postawy uległej, podporządkowanie się innemu człowiekowi, uznanie jego dominacji,

– przyjęcie postawy agresywnej, chęć podporządkowania sobie innego człowieka, uzyskania nad nim dominacji,

– przyjęcie postawy asertywnej, partnerskie podejście do innego człowieka, w którym nie ma ani chęci podporządkowania się mu ani zdominowania go.

W jakich sytuacjach najlepiej służy postawa podporządkowana? Ano choćby wtedy, gdy złapie nas patrol policyjny za przekroczenie prędkości. Agresja i wyrażanie negatywnego zdania na temat ilorazu inteligencji funkcjonariuszy mogą się skończyć niezwykle przykrymi dla nas konsekwencjami. Podejście partnerskie, kiedy to asertywnie odmawiamy przyjęcia mandatu nie spowoduje jego anulowania. Zagranie roli głupiutkiej blondynki, ze łzami w oczach przepraszającej za wykroczenie – może.

Żeby była sprawa jasna – nie wskazuję na jedynie słuszny wybór, nie zachęcam do manipulowania wszystkim i wszystkimi, ale przedstawiam swój pogląd, że w zakresie inteligencji emocjonalnej mieści się umiejętność przewidzenia skutków takiego a nie innego własnego zachowania. Możemy tu poczerpać z mądrości psów (choć nie wszystkich), które w zetknięciu z osobnikiem trzy razy od nich większym wybierają uległość, czyli kładą się na grzbiet i pokazują brzuszek. Wyjątkiem był choćby mój jamnik, który niezależnie od wielkości drugiego psa zawsze warczał, obnażając kły i chciał go zdominować. Co ciekawe, czasem mu się to udawało.

Kiedy agresja jest najbardziej adekwatna do sytuacji? Na przykład wtedy, gdy ktoś intencjonalnie przekracza nasze granice, by zrobić nam krzywdę, wykorzystać, zmanipulować. Jeśli tylko czujemy się na siłach i mamy wystarczające umiejętności (a te można pogłębić na różnych kursach samoobrony), możemy zdecydować się na agresję. Ma ona wówczas charakter obronny, jest odpowiedzią na czyjś atak.

Kobiety-ofiary przemocy bardzo często stają się nimi, bo w konfrontacji z agresją mężczyzny poddają się jej, ulegają, dają się zastraszyć i popadają z tego powodu w coraz większą wyuczoną bezradność. Płaczą zamiast się wściekać. Biorą na siebie winę za agresywne zachowania mężczyzny (bo zupa była za słona). Wybaczają i naiwnie wierzą, że to się już więcej nie powtórzy. Tak dostosowują swoje zachowania, by „pan i władca” był zadowolony, by nie miał powodów do złości. Pięć razy sprawdzają smak ugotowanej zupy.

Przyjęcie postawy uległej wobec męża-agresora nie powoduje, że jego agresja maleje, ona się nasila. Agresor zawsze sprawdza, na ile sobie może pozwolić. Gdy widzi, że jego przemocowe działania nie przyniosły negatywnych konsekwencji, żona wciąż z nim jest, obiad zawsze podany, umacnia tylko swoją dominującą pozycję.

Nie zachęcam jednak do konfrontacji siłowej z mężczyzną-przemocowcem, bo może się to skończyć dla kobiety obrażeniami ciała. Z takiego związku po prostu się ucieka. Ale często trzeba potem posprzątać – ustalić warunki rozwodu, opieki nad dziećmi, alimentów. I wtedy często kobieta nie ma odwagi, by przeciwstawić się żądaniom mężczyzny.

Gdy ma, wybiera w relacji z nim agresję zimną – bez wybuchów emocji, z premedytacją, z pomocą prawnika albo różnych instytucji wspierających kobiety-ofiary przemocy atakuje swojego byłego. Z mężczyzną-przemocowcem nie ma bowiem mowy o ugodzie, spokojnej rozmowie, negocjacjach. Z nim można albo wygrać, albo przegrać.

Kiedy można się pokusić o zachowania asertywne? Przede wszystkim wtedy, gdy mamy do czynienia z relacją partnerską, czyli że żadna z osób nie próbuje drugiej zdominować, każda dostrzega potrzeby i własne i cudze i jej celem w przypadku konfliktu potrzeb jest wypracowanie takiego rozwiązania, które jest korzystne dla obu stron.

Po czym poznamy, że jesteśmy w takiej relacji? Przede wszystkim po tym, że dobrze się w niej czujemy. Nie pojawiają się w nas takie emocje, jak strach, ciągła irytacja, smutek i przygnębienie, poczucie utraty energii. Słuchajmy swojego ciała – ono jest mądrzejsze niż nasz racjonalny mózg, który usilnie próbuje nas przekonać, że jesteśmy przewrażliwione i że to przecież taka miła osoba. Narcyz lub psychopata bardzo często sprawia wrażenie miłego i wbija nam nóż w plecy z uśmiechem na ustach.