Związek z matką to najsilniejsza więź emocjonalna, jaka jest nam dana. Ale ta miłość bywa trudna. Czasem jest w niej więcej urazów, gniewu, milczenia niż prawdziwej bliskości. Kobiet niepogodzonych z matkami są tysiące. Czy jest dla nich szansa na pojednanie?

Fundamenty na piasku
Iza jest kompletnie rozbita, gdy opowiada o przeżyciach z dzieciństwa. – Kiedy zaczęli do mnie przychodzić chłopcy, matka wbiegała do pokoju, by ich wyganiać. Potem kazała mi za karę pleć ogródek. Chciałam się dowiedzieć dlaczego. A ona: „Zero dyskusji”. Nienawidziłam tego ogródka z całych sił – na twarzy Izy widać wściekłość pomieszaną z bezradnością. Zupełnie nieprzystającą do 30-letniej szefowej dużej firmy doradczej. Jakby nadal była małą dziewczynką walczącą z potężną matką o prawo do niezależności.

Dlaczego dorosłe kobiety rozpadają się psychicznie w obliczu wspomnień z dzieciństwa? Dlaczego tamte przeżycia nadal mają nad nimi taką władzę? Anna Dodziuk, psychoterapeuta: To jest tak, jakby ktoś się dziwił, że jakaś osoba nie umie tańczyć, a ona tak naprawdę nie potrafi nawet pewnie postawić stóp na ziemi. Bo matka to pierwsza osoba, od której dostajemy informacje o świecie i o sobie. Jeżeli są negatywne albo niejasne, to jako dorośli musimy budować swoje życie na piasku.

Miłość rujnująca
Kiedy pytam Beatę, co znaczy dla niej zdanie: „Miłość matki może ranić”, odpowiada: – Jak ktoś kocha za bardzo, to cię rujnuje. – Opowiada dalej: – W domu działy się dantejskie sceny. Wmuszanie mi wszystkiego przez otwór gębowy. Jak w końcu godziłam się coś zjeść, mama smarowała chlebek z dwóch stron masłem. W końcu przestałam odczuwać głód. Matka nigdy nie pozwoliła mi zatęsknić za jedzeniem. Ona zawsze martwiła się o mnie do granic rozsądku. Czułam, że cała o mnie drży, choć nie było powodu. Uważała mnie za wiecznie bladą, wiecznie niewystarczająco dobrą. Starałam się ją zadowolić, ale ona i tak się martwiła i była ciągle nieszczęśliwa.

Anna Dodziuk: Miłość niektórych matek zależy od tego, czy dziewczynka spełnia ich oczekiwania. Wtedy dziecko jest nagradzane uczuciem, ale pod pewnymi warunkami. Na przykład: „Będę cię kochać, jeśli na to zasłużysz”. Skutek na lata? Nastawienie matki kształtuje zdolności córki do lubienia siebie. To jest jak pierwsza matryca. Jak zamontowany na całe życie filtr, przez który sączy się ze świata informacje o sobie. Taka dziewczyna nie będzie miała najprawdopodobniej solidnych podstaw do budowania poczucia własnej wartości i nie będzie się liczyć ze swoimi potrzebami.

Ucieczka w małżeństwo
Iza chciała szybko wyprowadzić się z domu. Nagła decyzja o ślubie była spowodowana pragnieniem ucieczki od matki, a nie bycia z mężczyzną. Od początku w jej małżeństwie się nie układało. Nie miała jednak odwagi odejść od męża. Chciała udowodnić matce, że w końcu coś zrobi dobrze. Gotowała więc trzydaniowe obiadki i milczała. Nigdy by go nie zostawiła. Kiedy on kazał się jej wynosić, miała 28 lat. – Znowu wylądowałam u rodziców, w swoim małym pokoju. Błękitne zasłonki, różowy kocyk, wykrochmalona pościel – opowiada. – I stare kłótnie. Koszmar!

Anna Dodziuk: Takie dziewczyny w dorosłym życiu swój wysiłek skupiają na zaspokajaniu potrzeb innych ludzi. Na przykład kiedy wyjdą za mąż, starają się przystosować do wymagań mężczyzny, a spełnianie swoich pragnień są gotowe odkładać w nieskończoność. Latami nie potrafią się rozstać z partnerami, którzy je unieszczęśliwiają. Znowu są psychicznie zależne, ale tym razem od męża. Zyją tak, bo się boją, że nikt inny ich nie zaakceptuje. Są przecież niewystarczająco dobre. Taką informację dostawały w dzieciństwie od matki.

Kochanie, pomóż!
Beata niedawno uświadomiła sobie, że nie jest odpowiedzialna za szczęście matki. – Poczułam, że ona jest jak studnia bez dna, która zawsze czegoś chce. A ja jej tego nie potrafię dać. Jestem tylko coraz bardziej zmęczona. Jak do niej dzwoniłam i chciałam coś opowiedzieć, ona przyczepiała się do jakiegoś nieistotnego szczegółu. Obrażała się, a potem tygodniami demonstro