W 2012 roku dr Jeremy Osborn z Albion College przeprowadził badania, opublikowane w czasopiśmie „Mass Communication”, z których wniosek był następujący: istnieje zależność pomiędzy tym, że ktoś wierzy, iż romantyczna miłość z hollywoodzkiego filmu może się mu przydarzyć a spadkiem zaangażowania w aktualną relację, w której żyje.

Wiara w filmowy czy powieściowy ideał miłości może zatem wpływać negatywnie na istniejący związek. Prof. Bogdan Wojciszke, psycholog, autor „Psychologii miłości” mówi, że „kult miłości romantycznej jest w naszej kulturze równie rozpowszechniony co niedorzeczny”. Wskazuje również, że jest to promocja jednej tylko formy miłości, która uważana jest za wartą przeżywania i która zasługuje na to, by być uwiecznianą przez sztukę. „Jest to pewien nonsens. To tak, jakby skoncentrować się w opisie życia człowieka wyłącznie na czternastym roku życia. Przecież to tylko jeden rok, więc dlaczego akurat na nim się skupiać?” – dodaje psycholog. Jednak kultura i sztuka lubują się w wychwalaniu tego krótkotrwałego stanu upojenia hormonalnego. Miłość romantyczna, jako towar sprzedawany przez reżyserów, pisarzy czy kompozytorów, ma poczesne miejsce w zbiorowej świadomości. Tymczasem przez większość życia kochamy partnerów w inny, nieromantyczny sposób. Zasadzając nasze przekonania o miłości głównie na wyobrażeniach, zaczerpniętych z filmów i powieści romantycznych, nie wiemy, co ciekawego i godnego uwagi można robić z uczuciem i związkiem, kiedy romantyczna faza przemija.

Szukanie ideału

Współczesna forma mitu romantycznego mówi nam, że istnieje gdzieś w świecie odpowiednia dla nas osoba, która jest naszym dopełnieniem. Bez niej jesteśmy wybrakowani. Razem natomiast, jak złożone dwie połówki jabłka, stanowimy idealną całość. Rozpoznajemy tę osobę po fakcie zakochania się, które musi być obezwładniające i całkowite. Mit romantyczny mówi nam również, że po znalezieniu takiej osoby, będziemy szczęśliwi już do końca naszego życia. Niestety takie spojrzenie na intymne relacje jest często powodem wielu nieporozumień, konfliktów, frustracji i rozczarowań. Może nieść niebezpieczeństwo ciągłego szukania ideału, który spełni wszystkie odpowiednie kryteria i wymagania. Tymczasem w świecie jest wiele osób, z którymi potencjalnie możemy stworzyć satysfakcjonujący związek. Wynika to między innymi z tego, że – jak to ujmuje wspomniany wcześniej  Bogdan Wojciszke – o udanym związku decyduje nie to, jakie stałe cechy osobowości posiadają partnerzy, lecz jak funkcjonują w związku. To, że ktoś jest miły, ciepły i towarzyski albo wycofany, nerwowy i roztargniony nie znaczy, że związek z tą osobą będzie udany lub nie. Wzajemne funkcjonowanie w intymnej relacji dwóch osób to coś więcej niż suma ich stałych cech charakteru. Związek może wydobywać to, co w nas najlepsze. Może też ujawniać naszą mroczną, nieprzyjazną stronę, której istnienia w sobie nawet nie podejrzewaliśmy.

Faza zakochania również nie jest predyktorem dobrego związku. Wskazuje ona jedynie na pewne procesy zachodzące w naszej psychice, jak i naszym ciele. Na ogół charakteryzuje się tym, że jedna myśl (o obiekcie naszych uczuć) przesłania wszystkie inne myśli. Spada poziom naszego krytycyzmu, pojawiają się problemy z koncentracją, trudności w wykonywaniu prac intelektualnych. Jesteśmy niezwykle podekscytowani i skłonni do podejmowania szeregu aktywności, które wcześniej nie przyszłyby nam do głowy. Cele życiowe, które do tej pory były dla nas ważne, mogą odchodzić na dalszy plan lub całkowicie znikać. Na poziomie somatycznym możemy odczuwać spadek łaknienia, jak również mogą występować problemy ze snem. To wszystko świadczy tylko o tym, że nasze ciało i nasza psychika znalazły się w fazie zakochania – nie wskazuje natomiast na to, że związek z osobą, w której jesteśmy zakochani, okaże się w przyszłości satysfakcjonujący. Często faza zakochania może być bardzo dla nas myląca w o