Dlaczego tak wiele związków się rozpada? Jak to się dzieje, że stan radości i uniesienia, towarzyszący początkom miłosnej relacji, często zamienia się w konglomerat złości i smutku, wzajemne wyrzuty i kompletną katastrofę? Czy prawdą jest, że ludzie (a przynajmniej mężczyźni) z natury nie są monogamiczni i potrzebują wielu partnerek? Dlaczego mnóstwo osób wychodzi ze związku poranionych, tracąc zaufanie do przeciwnej płci? Czy rzeczywiście istnieją mężczyźni, nienawidzący kobiet, tak zwani mizoginiści? Albo wyrachowane kobiety, potrzebujące mężczyzn jako dawców spermy dla zrealizowania swojego pragnienia posiadania dziecka? Czy miłość nieodłącznie wiąże się z cierpieniem?

Próbując odpowiedzieć na te pytania, stworzono wiele koncepcji. John Gray w kultowej już książce przekonywał, że mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus, wobec czego trudno im się porozumieć, bo mówią innymi językami. Z kolei David M. Buss, autor „Ewolucji pożądania”, jako zwolennik teorii samolubnego genu udowadniał, że relacjami między płciami rządzą zasady doboru naturalnego – pierwotne instynkty, mające na celu zachowanie gatunku. Próbami wytłumaczenia, jak ludzie dobierają się w pary, są wciąż mocne w naszej kulturze archetypy – na przykład księżniczki, uwalnianej z wieży przez księcia na białym koniu, Pięknej, której miłość przemieniła Bestię, czy też coraz popularniejszy w erze równouprawnienia płci archetyp „dwóch połówek pomarańczy”.

Uznając, że człowiek podlega prawom biologii, a więc rzeczywiście (co udowodniono licznymi badaniami) mózgi kobiet i mężczyzn są różne, ludzie, tak jak zwierzęta, podlegają popędowi płciowemu, a bajki są emocjonalnym obrazem pragnień i marzeń, jednocześnie wierzę, że po coś natura nas wyposażyła w korę mózgową. I choć inne ssaki również ją posiadają, to pod względem jej rozbudowania i funkcjonalności człowiek wyraźnie je przewyższa. To dzięki niej właśnie mamy możliwość podejmowania świadomych działań, a nie takich, które są uwarunkowane tylko biologią, popędami czy emocjami. O tym, czy zechcemy korę mózgową wykorzystać, decyduje nasza wolna wola – cecha, która różni człowieka od zwierząt. A przynajmniej powinna. Wolna wola umożliwia człowiekowi zarządzanie swoimi popędami i emocjami, determinuje, z kim i jakie tworzy związki. Wyborem człowieka dysponującego wolną wolą jest system wartości, jakim chce się kierować, oraz to, jak funkcjonuje w relacjach z innymi. Miłość także jest wyborem.

W powszechnym rozumieniu miłość to uczucie łączące bliskich sobie ludzi, a skupiając się na heteroseksualnych związkach – uczucie wiążące kobietę i mężczyznę. Dominuje przekonanie, że miłość zaczyna się, gdy obydwoje poczują ogromną siłę wzajemnego przyciągania, a kończy, gdy zamiast niej pojawia się odp