Statystyki są bezlitosne. W naszym kraju aż trzy na pięć kobiet zawierających małżeństwo zostanie zdradzonych. W innych krajach naszego kręgu kulturowego jest podobnie, albo jeszcze gorzej. Z tą prawdą kobiety radzą sobie różnie. Albo nie chcą jej uznać, wypierają, są przekonane, że na pewno ich to nie spotka, albo godzą się z nią, i, tak jak ich matki i babki, tłumaczą wrodzonymi skłonnościami męskiej natury.

Badacze i publicyści, zajmujący się zjawiskiem męskiej zdrady, najczęściej koncentrują się na przyczynach. W wielu opracowaniach znaleźć można śmiałe tezy, że mężczyźni z powodu swoich uwarunkowań biologicznych nie są monogamiczni. Uwarunkowania te, będące nieświadomym dążeniem do rozpowszechniania swojego materiału genetycznego, mają tłumaczyć częste zmiany partnerek, czy posiadanie kilku na raz. W innych publikacjach, podkreślających różnice między kobiecymi a męskimi mózgami autorzy udowadniają, że mężczyźni oddzielają seks od uczuć, a poza tym w ogóle mają większy popęd seksualny od kobiet. Niezaspokojona potrzeba rodzi działanie – no i wszystko jest jasne. Mocno utrwalone są też przekonania, że mężczyzna z reguły jest typem wojownika-zdobywcy, a kobieta lubi być zdobywana.

Psycholodzy grzebią w mózgach, socjolodzy zastanawiają się nad kulturowymi odmiennościami płci, media sprowadzają seks do przyjemności, której nie warto sobie odmawiać, a moraliści grzmią z ambon i grożą piekłem niewiernym. Rzeczywistość skrzeczy – mężczyźni nagminnie zdradzali, czynią to nadal i zapewne robić będą.
Coś się jednak zmieniło w ostatnich czasach – kobiety uzyskały równouprawnienie, przynajmniej „de iure”, czyli z mocy ustaw. Nie są już skazane na całkowitą zależność finansową od mężczyzny, mają dostęp do edukacji i możliwość robienia kariery zawodowej w różnych dziedzinach. Co ważne – dysponują w tej chwili środkami pozwalającymi im samym wybierać, czy chcą zajść w ciążę, czy nie (warto przypomnieć, że pierwsze pigułki antykoncepcyjne pojawiły się w 1960 roku). Możliwość decydowania o swoim losie i posiadania własnej przestrzeni, dała kobietom siłę do budowania asertywnej postawy, a co za tym idzie – stawiania granic. Także w związkach. Ma to swoje odbicie w rosnącej z roku na rok liczbie rozwodów, w ponad 2/3 przypadków orzekanych z powództwa kobiety (dane z 2009 roku). Jednym z najczęściej podawanych powodów rozwodu, po ogólnie brzmiącej „niezgodności charakterów” oraz alkoholizmie partnera, jest zdrada (nie wykluczone, że statystyka ta jest przekłamana, bo wiele pań nie chce wywlekać na światło dzienne domowych „brudów”).

„De facto”, czyli w rzeczywistości, wielu kobietom trudno jest czerpać siłę ze swojego potencjału niezależności. Ukochany mężczyzna, związek, dzieci, rodzina są dla nich wartościami priorytetowymi. U wyznających katolickie dogmaty dochodzi do tego chęć dochowania małżeńskiego ślubowania. Do słów „nie opuszczę ciebie aż do śmierci” dopisują ciąg dalszy – „nawet jak będziesz