Czym jest kochanie za bardzo?

Termin pochodzi od tytułu wydanej w 1985 roku, a popularnej do dziś, książki „Kobiety które kochają za bardzo” amerykańskiej psychoterapeutki Robin Norwood. Autorka opisuje przyczyny, objawy, konsekwencje i sposoby uwolnienia się od problemu, będącego w istocie uzależnieniem, analogicznym do alkoholizmu. Określa się je jako uzależnienie od miłości, co oznacza że regulatorem emocji dla kobiety jest mężczyzna.

Czy można być uzależnionym od czegoś, co stanowi tak piękną i wzniosłą jakość, czego pragniemy i potrzebujemy zarówno jako dzieci, jak i dorośli, co było i jest wiodącym tematem w literaturze i sztuce, co w wielu religiach czy podejściach filozoficznych określa się istotą człowieczeństwa? Jeśli tak, jeśli można być nałogowcem miłości, to jak określić w tym przypadku abstynencję? Mamy żyć w pojedynkę? W celibacie? Przestać kochać? Stać się totalnymi egocentryczkami? Zrezygnować z miłosnych uniesień? Te i podobne pytania powstają w głowach kobiet, które pierwszy raz spotkały się z terminem „uzależnienie od miłości”. Całe zamieszanie bierze się stąd, że po pierwsze słowo „miłość” ma bardzo wiele znaczeń, a po drugie, „uzależnienie” jest problemem znacznie szerszym niż kojarzony z tym słowem alkoholizm, czy narkomania.

Miłość i uzależnienie

Na to, że miłosne relacje mogą mieć cechy uzależnienia pierwszy zwrócił uwagę Stanton Peele. W swojej opublikowanej w 1975 roku książce Love and Addiction (ang.: miłość i uzależnienie) przedstawił – w postaci pięciu pytań – kryteria rozróżnienia pomiędzy zdrową, mającą perspektywy rozwojowe relacją a relacją nałogową, prowadzącą do kryzysów i cierpień.

– Czy zarówno kobieta, jak i mężczyzna mają mocne poczucie własnej wartości?

– Czy relacja wzbogaca zarówno kobietę, jak i mężczyznę? Czy w jakiś sposób dzięki niej czują się w świecie zewnętrznym lepsi, silniejsi, bardziej pociągający, bardziej utalentowani lub bardziej wrażliwi? Czy cenią bycie w relacji właśnie dlatego?

– Czy zarówno kobieta, jak i mężczyzna mają swoje życie poza relacją, któremu przeznaczają dużo uwagi, w tym inne znaczące relacje interpersonalne?

– Czy relacja jest zintegrowana z życiem zarówno kobiety, jak i mężczyzny, a nie całkowicie od nich odseparowana (para żyje w izolacji)?

– Czy partner w relacji pozwala drugiemu się rozwijać, nie jest zaborczy, nie zazdrości mu sukcesów, pozwala na posiadanie własnych zainteresowań?

Im więcej odpowiedzi „tak” na te pytania, tym związek jest zdrowszy, nie mający komponentów uzależnienia.

Uzależnienia behawioralne

Ksiażka Stantona Pelle zapoczątkowała rozwój koncepcji uzależnień behawioralnych, zwanych też czynnościowymi lub uzależnieniami od zachowań. Odkryto, że ich mechanizmy są bardzo podobne do charakterystycznych dla uzależnień chemicznych, czyli od środków psychoaktywnych, takich jak alkohol, narkotyki, nikotyna, niektóre leki. O ile jednak z neurobiologicznego punktu widzenia środki psychoaktywne bezpośrednio oddziałują na funkcjonowanie neuronalnych obwodów mózgowych (na przykład dopaminergicznego układu nagrody), o tyle zachowania wpływają na te obwody i zaangażowane w nich neuroprzekaźniki w sposób pośredni. Jednak końcowy efekt jest taki sam – uzyskanie konkretnego efektu emocjonalnego.

Jednym z lepiej zbadanych uzależnień behawioralnych jest uzależnienie od seksu, podobnie jak uzależnienie od miłości dotyczące relacji damsko-męskich. Największy specjalista w tej dziedzinie, Patrick Carnes, autor bestsellerowej książki „Od nałogu do miłości” jest też twórcą kryteriów diagnostycznych seksoholizmu (Sexual Addiction Screening Test SAST , dla kobiet Women-SAST).

W wydanej w 2014 roku książce Behavioral Addictions (ang.: uzależnienia behawioralne) w osobnych rozdziałach omawiane są takie nałogi jak:

– hazard,

– uzależnienie od Internetu,

– uzależnienie od portali społecznościowych,

– uzależnienie od jedzenia,

– uzależnienie od seksu,

– uzależnienie od miłości,

– uzależnienie od zakupów,

– uzależnienie od ćwiczeń fizycznych.

Autorką rozdziału o uzależnieniu od miłości jest Helen E. Fisher, antropolożka, niestrudzona badaczka miłosnych zachowań, dla potwierdzenia swoich hipotez korzystająca z najnowszych metod obrazowania mózgu, autorka znanych i popularnych książek, między innymi „Anatomia miłości”, i „Dlaczego kochamy?”. Według niej ludzki mózg zawiera trzy niezależne, ukształtowane w procesie ewolucji obwody neuronalne. Pierwszy z nich odpowiedzialny jest za namiętność, popęd seksualny, libido. Drugi za romantyczne zakochanie. Trzeci – przywiązanie, głębokie uczucie jedności z długoletnim partnerem. Choć są niezależne, mogą na siebie wpływać. I tak seksualny popęd wyzwala dopaminę, która może zainicjować stan zakochania. Podczas orgazmu wydziela się oksytocyna i wazopresyna – hormony odpowiedzialne za powstanie przywiązania. „Przypadkowy seks nie jest zawsze przypadkowy” – twierdzi Fisher. „Może wyzwolić silne uczucia”. Fisher w swoich wypowiedziach niejednokrotnie podkreślała: „Romantyczna miłość jest uzależnieniem. Niezwykle silnym, cudownym uzależnieniem, gdy między partnerami wszystko dzieje się dobrze i wyjątkowo okropnym uzależnieniem, gdy tak nie jest.”

Większość zachowań wymienionych w książce Behavioral Addictions, a także opisanych w innych opracowaniach (pracoholizm, uzależnienie od telewizji, od gier komputerowych, od telefonu komórkowego) dotyczy czynności wpisanych w nasze codzienne życie. Co więcej – niektóre zachowania są społecznie chwalone, kojarzą się bowiem z pozytywnie ocenianą pracowitością, dbałością o swoje zdrowie, kondycję czy też zaspokajaniem swoich potrzeb. Nie wyobrażamy sobie też życia w XXI wieku bez Internetu czy komórki (o miłości i seksie już nie wspominając…). Jak zatem odróżnić zdrowe zachowania od tych mających charakter uzależnienia?

Jak rozpoznać uzależnienie?

Opublikowany w 2012 roku w naukowym czasopiśmie International Journal of Preventive Medicine przeglądowy artykuł Behavioral Addictions versus Substance Addiction: Correspondence of Psychiatric and Psychological View (ang.: uzależnienia behawioralne a uzależnienia chemiczne: zgodność podejścia psychiatrycznego i psychologicznego) potwierdza wniosek, że pod względem mechanizmu i objawów uzależnienia od zachowań są bardzo podobne do uzależnień od substancji psychoaktywnych. Do diagnozy uzależnień behawioralnych stosowane są najczęściej dwa testy – A. Goodmana z 1990 roku i M. Griffithsa z 1996 roku. Przedstawiamy je poniżej. Dla porównania publikujemy też test diagnostyczny alkoholizmu – najlepiej zbadanego uzależnienia chemicznego. Został on opracowany przez Światową Organizację Zdrowia i ujęty w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych ICD-10, która obowiązuje – także w Polsce – od 1994 roku.

Kryteria diagnostyczne uzależnień behawioralnych według A. Goodmana
(1990 r.)

A. Powtarzające się niepowodzenia w powstrzymaniu impulsu wejścia w określone zachowanie.
B. Narastające napięcie tuż przed wejściem w zachowanie.
C. Przyjemność lub ulga odczuwana z chwilą wejścia w zachowanie.
D. Poczucie utraty kontroli po wejściu w zachowanie.
E. Spełnienie przynajmniej pięciu z poniższych dziewięciu kryteriów:

1. Częste zaangażowanie w zachowanie lub aktywności bezpośrednio je poprzedzające.
2. Częste zaangażowanie w zachowanie w większym stopniu lub w dłuższym czasie niż się pierwotnie planowało.
3. Powtarzające się próby ograniczenia, kontroli lub rezygnacji z zachowania.
4. Poświęcanie dużej ilości czasu na czynności związane z zachowaniem – przed i w jego trakcie, a także na dojście do siebie po jego zakończeniu.
5. Częste wchodzenie w zachowanie zamiast wypełniania zobowiązań zawodowych, związanych z kształceniem, rodzinnych lub w relacjach międzyludzkich.
6. Zaprzestanie lub zredukowanie swojej aktywności w obszarze relacji międzyludzkich, zawodowym lub dbałości o wypoczynek.
7. Kontynuowanie zachowania pomimo świadomości utrzymujących się lub nawracających problemów w relacjach międzyludzkich, finansowych lub natury psychicznej wywołanych zachowaniem lub nasilających się z jego powodu.
8. Wzrost tolerancji, czyli konieczność zwiększenia intensywności lub częstotliwości zachowania dla uzyskania pożądanego efektu lub uzyskiwanie mniejszego efektu przy kontynuowaniu zachowania z tą samą intensywnością.
9. Niepokój lub irytacja w przypadku niemożności wejścia w zachowanie.

F. Niektóre symptomy z wyżej wymienionych utrzymują się przynajmniej przez miesiąc lub powtarzają się w ciągu dłuższego okresu czasu.

Kryteria diagnostyczne uzależnień behawioralnych według M. Griffithsa
(1996 r.)

1. Ważność.
Określone zachowanie staje się najważniejsza w życiu, determinuje myślenie (zaburzenia koncentracji uwagi lub poznawcze), emocje (silny głód, przymus) i funkcjonowanie w kontaktach z ludźmi (pogorszenie relacji interpersonalnych).

2. Regulacja emocji.
Doświadczanie pożądanego efektu emocjonalnego pod wpływem zachowania –podniecenia (‘haju’) lub ucieczki od problemów. Zachowanie staje się sposobem regulacji emocji.

3. Tolerancja
Konieczność zintensyfikowania zachowania dla uzyskania tego samego efektu.

4. Symptomy odstawienia
Nieprzyjemne skutki psychiczne, takie jak zmienność nastrojów, irytacja lub fizyczne dolegliwości po rezygnacji z zachowania.

5. Konflikty
Konflikty w relacjach z bliskimi osobami lub wewnętrzny konflikt pomiędzy silną potrzebą wejścia w zachowanie a powstrzymaniem się od tego.

6. Nawroty
Tendencja do powracania do starych wzorców po okresie abstynencji lub utrzymywania zachowania pod kontrolą.

Objawy zespołu uzależnienia od alkoholu
(F 10.2) według Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych ICD-10
(1994 r.)

Ostateczne rozpoznanie uzależnienia wymaga stwierdzenia występowania co najmniej trzech z wymienionych poniżej objawów przez jakiś czas w okresie poprzedzającego roku.

a) Silna potrzeba lub przymus picia alkoholu.

b) Trudności w kontrolowaniu rozpoczęcia lub zakończenia picia lub ilości wypijanego alkoholu.

c) Wystąpienie zespołu abstynencyjnego po odstawieniu lub zmniejszeniu dawki alkoholu, przejawiające się charakterystycznymi objawami alkoholowego zespołu abstynencyjnego lub przyjmowaniem tej samej (lub bardzo podobnej substancji) w celu zmniejszenia nasilenia lub uniknięcia objawów zespołu abstynencyjnego.

d) Objawy tolerancji, takiej jak zwiększanie dawki alkoholu w celu uzyskania efektów, które początkowo były wywołane przez dawki niższe.

e) Narastające zaniedbywanie innych przyjemności lub zainteresowań z powodu picia alkoholu; zwiększona ilość czasu poświęcona zdobywaniu alkoholu, jego piciu lub odzyskiwaniu równowagi po wypiciu alkoholu.

f) Kontynuowanie picia pomimo oczywistych dowodów na występowanie szkodliwych następstw, takich jak utrata zdrowia, pracy, ważnych relacji, rozpad rodziny itp.

Rozum swoje, serce swoje

Porównując wszystkie testy widać wyraźnie, że osiowymi objawami każdego uzależnienia są:

– poczucie przymusu, niemożliwość powstrzymania się od zachowania, automatyczne działanie pod wpływem impulsu,

– subiektywne poczucie utraty kontroli, niepowodzenia w ograniczaniu zachowania lub rezygnacji z niego,

– występowanie zespołu abstynencyjnego, czyli dolegliwości fizycznych i psychicznych po odstawieniu, zaprzestaniu zachowania,

– wzrost tolerancji i związana z tym konieczność zwiększania częstotliwości lub intensywności zachowania dla uzyskania tego samego efektu,

– koncentrowanie coraz większej ilości czasu i uwagi na zachowaniu i zaniedbywanie innych obszarów (praca, rodzina, pasje, rozwój osobisty itp.),

– kontynuowanie zachowania pomimo doświadczania negatywnych tego skutków (utrata zdrowia fizycznego i psychicznego, utrata ważnych relacji, straty finansowe itp.).

(uwaga – słowo „zachowanie” zostało tu użyte w szerszym kontekście, także jako przyjmowanie substancji psychoaktywnych)

Jeśli uznać, że o istnieniu uzależnienia świadczy poczucie przymusu i utraty kontroli, to czy nie podpadają pod tą definicję następujące określenia kobiety:

– rozsądek mówi, żeby z nim zerwać, ale ja go kocham i nie potrafię tego zrobić…
– wiele razy chciałam definitywnie zakończyć ten związek, ale ciągle do niego wracam…
– to jest silniejsze ode mnie…
– rozum swoje a serce swoje…?

Jeśli za kolejne kluczowe kryterium diagnostyczne uzależnienia przyjąć kontynuowanie zachowań pomimo doświadczania negatywnych jego skutków, to czy nie mamy do czynienia z uzależnieniem gdy kobieta:

– nie zrywa związku pomimo że jest w nim ofiarą przemocy psychicznej czy fizycznej, albo jej potrzeby nie są absolutnie zauważane przez mężczyznę…
– wchodzi w kolejne romanse odkładając na później rozwiązanie istotnych życiowych problemów, a te wciąż narastają…
– przeżywa huśtawki nastrojów i jest na skraju załamania z powodu różnych sytuacji, jakich doświadcza w relacji z mężczyzną (jego zdrady, alkoholizm, szantaż emocjonalny, zamknięcie się w sobie, obsesyjna zazdrość) a mimo to jest z nim nadal…
– nie może się pogodzić z rozstaniem, tkwi w depresji choć od rozstania minęły już lata…?

Jeśli uzależnienie, z powodu koncentracji tylko na jednej aktywności, powiązane jest z zaniedbywaniem innych ważnych obszarów życia, takich jak praca, relacje, pasje, rozwój osobisty, finanse, zdrowie, to czy kobieta nie jest uzależniona gdy:

– potrzeby mężczyzny są zawsze ważniejsze niż jej własne…
– ma poczucie, że bez ukochanego jej życie nie ma sensu…
– w stanie zakochania dla miłości gotowa jest poświęcić wszystko…
– panicznie boi się rozstania i wiecznie angażuje w ratowanie związku…?

Ryzyko uzależnienia

Nikt, kto zażywa substancji psychoaktywnej czy wchodzi w jakieś zachowanie nie chce się uzależnić. Żadna kobieta nie chce przeżywać cierpień związanych z uzależnieniem od miłości. Jak więc do tego dochodzi? Kiedy pojawia się ryzyko uzależnienia? Zawsze wtedy, gdy jej  celem jest uzyskanie pożądanego efektu emocjonalnego. Gdy coś, jakieś zachowanie, czy ktoś, ma uczynić ją szczęśliwą. W zależności od tego, jak definiuje szczęście, oczekuje:

– pobudzenia, ‘haju’, euforycznych doznań,

– uspokojenia, obniżenia poziomu lęku, ulgi w cierpieniu,

– ucieczki od problemów, czyli przeniesienia w cudowny świat fantazji.

Na początku wejście w kontakt z czynnikiem uzależniającym przynosi kobiecie same korzyści. Czuje się tak, jak chce się czuć. Z czasem odkrywa, że traci zainteresowanie innymi aktywnościami, doświadcza też różnych negatywnych skutków takiego sposobu regulacji emocji i próbuje z niego zrezygnować. Okazuje się, że nie może, bo bez kontaktu z czynnikiem uzależniającym czuje się fatalnie. Teraz już nie pozytywny efekt emocjonalny jest siłą napędową jej uzależnienia, ale chęć uniknięcia męczarni po odstawieniu.

Gdy kobieta poszukuje w relacji, czy związku z mężczyzną szczęścia, gdy mężczyzna staje się dla niej dostarczycielem euforycznych seksualnych doznań, czułym i troskliwym opiekunem lub księciem na białym koniu unoszącym w siną dal, gdzie nie istnieją żadne problemy, to ryzyko wpadnięcia przez nią w uzależnienie od miłości jest bardzo duże. Kochana, adorowana, uwielbiana, pożądana kwitnie. Odrzucona, ignorowana, zdradzona, wyszydzona, więdnie. Ale zamiast odejść żyje nadzieją, że on się zmieni, że znowu będzie tak, jak dawniej – wybacza, ratuje związek, wchodzi w rolę terapeutki. Albo szuka innego mężczyzny, który okaże się tym właściwym, wybranym, który spełni jej oczekiwania. Szuka „prawdziwej” miłości.

„Prawdziwa” miłość

Słowa „kocham cię”, które uzależniona od miłości kobieta kieruje do mężczyzny mogą mieć wiele znaczeń:
– nie mogę bez ciebie żyć…
– będę się o ciebie troszczyć…
– uczynię cię szczęśliwym…
– uczyń mnie szczęśliwą…
– chcę, żebyś był moim mężem…
– jestem ci wdzięczna za to, że mnie wybrałeś…
– nie opuszczaj mnie…

Ciekawe, że reprezentują one dwie całkowicie skrajne postawy:

– jestem nastawiona na zaspokajanie twoich potrzeb i niczego od ciebie nie oczekuję,

lub

– oczekuję od ciebie, że będziesz zaspokajał moje potrzeby, a twoje nie są dla mnie ważne.

Kobieta, dla której „prawdziwa” miłość jest tylko dawaniem mężczyźnie, dostosowywaniem się do jego życzeń, jest typową przedstawicielką kobiet uległych, u których rozwija się współuzależnienie (rozumiane w szerszym kontekście niż bycie partnerką alkoholika). Ta, której „prawdziwa” miłość wiąże się z braniem od mężczyzny przyjmuje w relacji postawę dominującą, starając się go sobie podporządkować i często popada w miłosną obsesję. Dla obu mężczyzna staje się regulatorem emocji, ale aby to uzyskać stosują różne strategie (uległość, dominacja). Stąd też istnieje klika wzorców uzależnienia od miłości. Obok współuzależnienia  i miłości obsesyjnej istnieje też wzorzec zauroczeń i fantazjowania, kiedy to „prawdziwą” miłością jest dla kobiety stan zakochania, wzorzec miłości ambiwalentnej, w której wyznacznikiem „prawdziwej” miłości są ciągłe rozstania i powroty oraz wzorzec współistniejącego seksoholizmu, w którym nie ma „prawdziwej” miłości bez euforii w łóżku.

Zagrożenia

Każdy człowiek sam wybiera sposób regulowania swoich emocji. Jeśli nie chce inwestować w rozwój osobisty, uczyć wpływu na swój psychiczny dobrostan poprzez wykorzystanie wewnętrznych zasobów i decyduje korzystać z różnych czynników zewnętrznych, by czuć się szczęśliwym, to absolutnie ma do tego prawo. Jeśli kobieta po odkryciu u siebie uzależnienia od miłości nie zamierza zrezygnować ze swojego sposobu na szczęście, albo nie chce przeżywać dolegliwości zespołu abstynencyjnego, nikt nie powinien jej negatywnie oceniać. Ten, kto osądza jakieś zachowanie zazwyczaj sam ma z nim problem. Ważne jest jednak, aby mieć pełną świadomość ceny, jaką się płaci pozostając w uzależnieniu.

Uzależnienie od miłości, tak jak większość uzależnień behawioralnych, nie jest ujęte w oficjalnych klasyfikacjach chorób, ani ICD-10 stworzonej przez Międzynarodową Organizację Zdrowia (ostatnia wersja z 1994 roku, kolejna planowana jest na 2017 rok), ani wydawanej przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne klasyfikacji zaburzeń psychicznych DSM. Mówi się jednak, że wraz z ujęciem hazardu jako zaburzenia w ostatniej, piątej wersji klasyfikacji DSM z 2013 roku, furtka dla pojawiania się w niej innych uzależnień behawioralnych została otwarta. Po części jest to wynikiem publikacji dwa lata wcześniej przez American Society of Addiction Medicine (ang.: amerykańskie stowarzyszenie medycyny uzależnień), definicji uzależnienia, która zawiera w sobie uzależnienia od zachowań. Wywołała ona duże poruszenie w środowisku psychiatrów, psychologów i psychoterapeutów, gdyż prezentuje odmienne zdanie niż oficjalne klasyfikacje.

„Uzależnienie jest pierwotną, przewlekłą chorobą obwodów mózgowych: układu nagrody, motywacji, pamięci i powiązanych z nimi. Dysfunkcje tych obwodów prowadzą do charakterystycznych objawów – biologicznych, psychicznych, interpersonalnych i osobowościowych. Ma to swoje odzwierciedlenie w uzyskiwaniu przez osobę uzależnioną patologicznego pobudzenia lub ulgi poprzez zażycie psychoaktywnej substancji lub wejścia w określone zachowania.

Uzależnienie charakteryzuje się niezdolnością do utrzymania konsekwencji we własnych postanowieniach, osłabieniem kontroli zachowań, odczuwaniem przymusu wchodzenia w nie (głodów), zmniejszeniem zdolności rozpoznawania problemów w relacjach interpersonalnych będących skutkiem tych zachowań i zaburzeniem reaktywności emocjonalnej. Podobnie jak w innych przewlekłych chorobach, uzależnienie charakteryzuje się cyklami nawrotów i remisji. Bez odpowiedniej terapii i zaangażowania się osoby uzależnionej w proces zdrowienia, jej uzależnienie postępuje i może doprowadzić do inwalidztwa lub przedwczesnej śmierci.”

Robin Norwood w swojej książce „Kobiety, które kochają za bardzo” napisała podobnie:

„Kochanie za bardzo jest chorobą postępującą (…) Kobieta (…) nieuchronnie zmierza do śmierci. Może nastąpić atak serca, wylew czy jakaś inna dolegliwość fizyczna powstała lub zaostrzona przez stres. Może umrzeć na skutek tego, że w jej życiu zaczęła dominować przemoc fizyczna, albo zginąć w wypadku, na skutek całkowitego rozkojarzenia. Śmierć może przyjść bardzo szybko. Kobieta może też żyć jeszcze długie lata, lecz jeśli nie podda się leczeniu, rozpad jej życia będzie się stale pogłębiał. Powtarzam raz jeszcze: kochanie za bardzo może zabić.”

Eugenia Herzyk