Seksoholik kojarzył mi się z kimś obleśnym, w szarym płaszczu, kto przed liceum genitalia wystawia. Ale żeby mój mąż? Ktoś mi powiedział, że pewnie fajnie być żoną seksoholika, bo on cały czas chce uprawiać seks. Właściwie to myślał tak niemal każdy, z kim rozmawiałam.

MONIKA, CZYLI KOBIETA ZDESPEROWANA

Musiał mieć odskocznię, myślałam
To była smętna niedziela. On gdzieś pojechał, jak zwykle, ale wrócił. Chciałam wziąć z wieszaka moją kurtkę. Trąciłam ręką jego ubranie, stuknęło coś o ścianę. Nie wiem, co mi się stało, nigdy nie grzebałam w jego rzeczach. Sięgnęłam do kieszeni, patrzę, a tam telefon mi nieznany. Zamknęłam się w łazience. A w tej komórce setki SMS-ów o treści erotycznej, miłosnej do niego. Na przykład: ‚Kotku, było mi cudownie z tobą ostatniej nocy. Zrobimy to jeszcze raz przez telefon’. Zawołałam go do auta. W domu zostały dzieci. On – biały jak ściana. Wykręca się, że to nie jego, że kumpla telefon. Potem mięknie. Że to takie SMS-y tylko, że czuł się samotny, jak byłam z córką w szpitalu. Że się nie spotykał, tylko pisał. Uwierzyłam. Pomyślałam, że wiadomo, jestem gruba, brzydka, darciuch (bo często krzyczałam na niego), więc musiał mieć odskocznię. Ustaliliśmy, że ja spróbuję zapomnieć, a on więcej takich SMS-ów nie napisze.

Zbok w szarym płaszczu
Miesiąc później. Chyba kluczy szukał, czy otwierał drzwi, zauważyłam, że coś chowa do kieszeni. ‚Co tam masz?’ ‚Nic’. ‚Szybko, pokaż, co masz w kieszeni’. Wtedy mu już nie ufałam, obserwowałam. Wyciągnął kolejny aparat. Płacz, awantura. Ale on dalej swoje, że tylko pisał te SMS-y. Psycholog, do którego poszliśmy, od razu stwierdził, że mąż jest seksoholikiem. Wspomniał coś o terapii zamkniętej. Nie słyszałam nigdy wcześniej o seksoholizmie. Pomyślałam – co on za głupoty gada. Erotoman kojarzył mi się z kimś obleśnym, w szarym płaszczu, kto przed liceum genitalia wystawia. Ktoś z marginesu, wielki zbok. Ale mój mąż?

Zaczął więc chodzić na terapię, tak na odczepnego. Poszliśmy też kilka razy na terapię małżeńską, ale zrezygnował z niej. Miał swój laptop, który zabrałam do znajomego informatyka. Wszystko odzyskał, co zostało skasowane. Oj Boże, co tam znalazłam. Przeżyłam szok. Jego gołe zdjęcia, które wysyłał do dziewczyn. A on, że to nic takiego, sam sobie robił je telefonem i nigdzie ich nie wysyłał, tylko trzymał. ‚Ale po co to robiłeś?’ – pytałam. ‚Tak sobie’ – mówił. Albo: ‚Nie wiem’. I gołe zdjęcia tych dziewczyn słane do niego. Różne filmy pornograficzne. I jego filmy. Nakręcał komórką, jak sobie dobrze ręką robi, i wysyłał innym. Wtedy poszłam do niego do pracy, do banku.

Zapukaj, jak masz ochotę
Wielka miłość i w ogóle. Piątkowicz, zawsze grzeczny, poznaliśmy się na dyskotece. Starszy ode mnie o rok, ja mam dziś 28 lat. Był człowiekiem zamkniętym w sobie, nieśmiałym, wycofanym, sądziłam, że to taki jego charakter. To mi się w nim podobało. Wesele było piękne, wymarzone, bogate, cudowna suknia, pełno gości. Córki bliźniaczki urodziły się dziesięć miesięcy później. Syn – po kolejnych trzech latach. Jedna z córek miała poważną wadę serca. Wyszło to po roku. Leczenie, operacje, szpitale. On w delegacjach, ja na oddziałach szpitalnych. Dziecko wyzdrowiało, ale między nami było jakoś dziwnie. Mąż przestał okazywać mi czułość, bliskość, zaczął unikać zbliżeń. Wydawało mi się, że jak żona jest obok, to młody mężczyzna powinien chcieć z nią współżyć.

Coś ze mną musi być nie tak, pomyślałam. Postanowiłam się zmienić. Schudłam, on nic. Więcej sprzątałam, on nic. Lepiej gotowałam, on nic. Byłam milsza, on nadal nic.

Raz przełamałam wstyd i poszłam do sexshopu po płytę z filmem i taki żel intymny. Nigdy nie wyszedł z inicjatywą, żeby tych rzeczy użyć. Skoro pół roku ze mną nie śpi, to może jest chory, ma kochankę, albo, nie wiem, sam z sobą to robi, zastanawiałam się. Próbowałam z nim rozmawiać, ale się wykręcał zmęczeniem. Spał osobno, bo dzieci ze mną. Powiedziałam: ‚Posłuchaj, mężu, jestem tu, obok. Będziesz miał ochotę, zapukaj’. Nigdy się to nie zdarzyło. Przyłapałam go na masturbacji. Leżał na łóżku rozanielony. ‚To ze mną nie chcesz się kochać, a wolisz ze sobą?’ – spytałam. Nic nie odpowiedział.

Za wszelką cenę razem
Wpadam więc do tego banku i mówię przy jakimś pracowniku: ‚Daj mi hasło do twojego mejla, bo zrobię tu awanturę’. Wstydził się, więc dał. W domu wchodzę do jego poczty i proszę bardzo, lista 50 adresów do różnych kobiet. Korespondencja z nimi. I znów jego nagie zdjęcia. No, jakby mi ktoś rów wykopał i żywcem mnie zasypał. Wzięłam go do teściów, powiedziałam przy nich. Byli w szoku, ale nie za bardzo chcieli uwierzyć. ‚Przecież to fajny facet, wygłupiał się, w sumie to nic takiego nie zrobił – mówili. – Może sobie jakieś filmy ogląda, ale przecież każdy chłop ogląda. Musicie być ze sobą za wszelką cenę, dzieci muszą mieć ojca’. ‚Przecież nie można mieć wszystkiego – mówiła moja mama. – Czy on krzyczy na ciebie, pieniędzy ci nie daje? No, okropne, że cię zdradzał, ale może się opamięta. Pamiętaj, u nas w rodzinie rozwodów nie ma’. ‚Zdradza się żonę z jedną, dwiema kochankami – mówiłam. – Ale on miał kilkadziesiąt kobiet w tym samym czasie. Jest chory, rozumiecie?’

Im było trudno w to uwierzyć, bo mój mąż uchodzi za ideał, niech mi pani wierzy. Przystojny, zaradny, nie pije, nie pali, opiekuje się dziećmi, wzór człowieka. Z pozoru żyliśmy jak rodzina z pięknej okładki, a w środku żarły nas robaki. Ale żebym myślała o rozwodzie, to nie. Tu troje dzieci, tu dom wspólny, ślub kościelny. Z domu wyniosłam przekonanie, że rodzina jest na pierwszym miejscu, a kobieta jako jednostka się nie liczy.

Raz, pod dywanikiem
Odbiło mi. Niby byłam z dziećmi fizycznie, ale myślami cały czas krążyłam nad nim. Co teraz robi, z kim, gdzie? Zaczęłam pisać listy do kobiet, których adresy były w jego poczcie. Wchodziłam na Naszą Klasę, szukałam profili tych dziewczyn i porównywałam się z nimi. Groziłam im, że wiem, gdzie mieszkają, i wyślę ich nagie zdjęcia rodzinom. Niektóre dawały się nabrać, odpisywały, że im przykro, przepraszamy, że nigdy więcej. Inne, że sama jestem sobie winna, bo nie umiałam się mężem zająć. Ranił mnie, a ja ciągle przesuwałam granice. Mówiłam, że jak jeszcze raz coś wykryję, to odejdę. Wykrywałam i nie odchodziłam. Płakałam, krzyczałam, on na kolanach przysięgał, że nigdy więcej. I za każdym razem chciałam wierzyć, że mówi już prawdę.

Zainstalowałam mu w komputerze program szpiegowski. I znów szok. Znalazłam zapisy z erotycznych czatów na Sympatia.pl albo eAmore.pl, gdzie mąż ogłaszał się: ‚Przystojny 29-latek, zamożny, poszukuje pani do seksu oralnego, z zabawkami, tradycyjnego. Chętnie zasponsoruję panią, niewykluczona dłuższa znajomość’. I jego nowy, lewy numer telefonu. Pisał tym dziewczynom, że żyje ze mną w separacji, że nam się nie układa, pytał, jak daleko mieszkają, bo może zaraz do nich przyjechać. Wiem też, że często jeździł do luksusowych prostytutek. Bez przerwy szukałam dowodów zdrad. Na ulicy wyławiałam wzrokiem kobiety w jego guście. Przeglądałam mu kieszenie, czytałam SMS-y, przeszukiwałam auto. Pod dywanikiem samochodowym znalazłam ukrytą kartkę z numerami telefonów, z podanym obok wiekiem i adnotacjami: ‚bi’, ‚full’, ‚zabawki’. Raz mi zaproponował, żebyśmy poszli na układ. Przed ludźmi będziemy żyli jak do tej pory, on będzie tu mieszkał, płacił na dom, ale będzie robił, co chce. Powiedziałam mu wtedy, że jeśli nie pojedzie na terapię zamkniętą, natychmiast składam papiery rozwodowe. Pojechał na sześć tygodni. To było półtora roku temu.

Mówię sobie: stop!
Leczę się. Bo też jestem chora. Współuzależniona. Tak jak są uzależnieni bliscy alkoholików czy narkomanów. To nie znaczy, że zachowuję się jak on i bez przerwy myślę o seksie. To znaczy, że obsesyjnie myślę o nim i o tym, co w danej chwili robi. Nie mam już czasu na swoje życie. Stałam się smutną kobietą. On odarł mnie z kobiecości, pokazał, że woli każdą inną. Terapeuta zapytał mnie: ‚Jak bardzo odpowiadasz za rozpad małżeństwa?’. Odpowiedziałam: ‚Może w 30 procentach?’. Uśmiechnął się: ‚Zero procent. Ze-ro. Tyle jest w tym twojej winy’. Wiem już, że nie zawiniłam w jego chorobie. Że mogłabym wyglądać jak Claudia Schiffer, a i tak by mnie zdradzał. W komputerze skasowałam programy szpiegujące. Choć wiele razy mnie korciło, żeby je tam zainstalować. Kusi mnie, żeby przeszukiwać jego ubrania, szperać w samochodzie. Ale wtedy mówię sobie: stop! Co ci to da, tylko będziesz cierpieć.

Kocham go nadal, ale to nie znaczy, że będę z nim za wszelką cenę. Dojrzałam już do tego. Na razie mieszkamy razem, wychowujemy dzieci, nic więcej. On chodzi na spotkania grupy Anonimowych Seksoholików, niby się leczy. Mówi, że chce być ze mną i dziećmi, chce zacząć wszystko od początku. Może i chciałby, tylko dlaczego wracając wcześniej do domu, dwa razy przyłapałam go, jak szybko zmieniał stronę w komputerze? A gdy sprawdziłam, co oglądał, dlaczego wyskoczyły ogłoszenia prostytutek i pornografia? Zapytałam go o to, ale znów odpowiedział wymijająco.

Wiem już, że jest chory i to uzależnienie nie zniknie z dnia na dzień, może mieć wpadki i nawroty. Wiem też, że nie chcę go więcej kontrolować i że nie jestem w stanie wyleczyć mojego męża.

Tylko on sam, będąc szczerym wobec siebie i bliskich, może naprawdę zacząć się zmieniać. Ja sama zrozumiałam jedno: mam wpływ na siebie i swoje życie i ode mnie zależy, jak je dalej przeżyję.

KATARZYNA, CZYLI KOBIETA PEŁNA NADZIEI

Co teraz?
W pierwszej chwili to chciałam się na niego nawet obrazić, że tak żartuje. Bo myśmy sobie czasem żartowali ze zdrady. ‚Uważaj, bo pójdę w miasto i kogoś sobie znajdę’. ‚A idź, tylko jakiegoś syfa nie przywlecz’. I ‚cha, cha’. Ale zobaczyłam, że on mówi prawdę. Był wieczór. Nasze młodsze dziecko miało pół roku. On już od dwóch miesięcy chodził na spotkania Anonimowych Seksoholików.

I nagle: ‚Zdradzałem cię przez kilka miesięcy. To były przypadkowe kobiety’. Jak to, ten najwspanialszy człowiek na świecie? Ten, z którym żyłam w jedności i miłości? Z którym na pierwszym miejscu stawiałam Boga? Ja do niego: ‚I jak mam teraz żyć? Co dalej?’. Tak cały czas, jak katarynka. I do Boga: ‚Panie, co teraz?’. Jakiś czas potem powiedziałam mu, że jak się nadarzy okazja, to też go zdradzę. Może będzie mi lepiej. ‚Zrobisz, jak zechcesz – powiedział. – Ale ja nigdy z własnej woli nie zrobiłbym tego. Jak jechałem na spotkania z kobietami, to wrzeszczałem z rozpaczy. Wymiotowałem w drodze powrotnej. Jestem chory’.

Kasiu, jest taka choroba
Od zawsze go tłumaczyłam przed innymi, chroniłam, dorabiałam dobrą opinię. Bał się dużych zbiorowisk ludzi. Ludzie widzieli, że jest trochę dziwny, drażliwy, łatwo wpada w irytację, ale że jednocześnie to dobry człowiek. Wydawało mu się, że wszyscy o nim źle myślą. Szłam więc z dziećmi na obiad do rodziny i wymyślałam, że on, niestety, nie mógł. Bo delegacja, bo musiał iść do babci, bo ma spotkanie. Czułam się z tym źle, ale brnęłam w kłamstwa. Wykazywałam cechy współuzależnienia. To mi wyjaśniły kobiety w Al-Anon. Gdy już wiedziałam o zdradzie, doszła podejrzliwość, obsesyjne zachowania. Nicowanie kieszeni przed praniem, przeszukiwanie portfela, gdy brałam pieniądze na zakupy, czytanie SMS-ów. I pewność, że zaraz na coś trafię. I wieczny niepokój, gdy go nie ma w domu, i złość na niego, od razu gdy przychodzi.

Kiedy ja tłumaczyłam jego nieobecności, on siedział w domu na kanapie i oglądał filmy pornograficzne (o czym nie wiedziałam). Albo spał, bo był zawsze wykończony psychicznie, apatyczny, obolały. Albo się masturbował, co go jeszcze bardziej przygnębiało. Zawsze wiedziałam, że ma problem z masturbacją. Powiedział mi o tym długo przed ślubem. Ale nawet na myśl mi nie przyszło, żeby jakoś na to zareagować, potraktować poważnie. Rok temu powiedział: ‚Kasiu, słuchaj, jest taka choroba jak seksoholizm’. To był już moment, gdy mnie zdradzał. Przestraszył się, że nie panuje nad tym. A ja tak lekko: ‚Dobra, dobra’. Miałam nadzieję, że się myli. Znalazł grupę Anonimowych Seksoholików w Warszawie, dojeżdżał tam, tłumaczył mi, jak ciężko mu wyrzec się tego uzależnienia, ale że chce zdrowieć. A ja nadal to bagatelizowałam. Nie chciałam znać przyczyn, skutków i przejawów choroby. ‚Przyjdzie czas, to zrozumiesz’ – mówił mi. I przyznał się do wszystkiego.

Pod dywan
Uzależnienie można odziedziczyć. Tak było w przypadku mojego męża. Pod pretekstem, że ciekawi mnie historia rodziny, wypytałam jego babcię o różne szczegóły. Okazuje się, że seksoholikiem był pradziadek mojego męża, dziadek i ojciec. Wszyscy zdradzali swoje żony. Niedostępni, agresywni, unikający ludzi

mężczyźni. Mój mąż nosił w sobie zalążek tej choroby. W podstawówce u kolegi obejrzał film pornograficzny. Inni zapomnieli o tym zaraz. Ale on już nie mógł przestać myśleć o tym, co zobaczył. Popłynął. Skoro jestem żoną seksoholika, człowieka uzależnionego, współuzależnioną, to nie mogło się wziąć z powietrza. Dziwiło mnie to, bo małżeństwo moich rodziców jest udane, bezkonfliktowe. Ale jednocześnie mam troje rodzeństwa, każde z jakimś uzależnieniem (alkohol, narkotyki, seks). Aż doszłam do tego, że ojcowie moich rodziców to alkoholicy. Mama i tato też są współuzależnieni i wychowując nas, przejawiali te cechy. Mieli z nami trudny kontakt, byli nastawieni na siebie. Nigdy nie było szczerych rozmów o problemach, bagatelizowali je, zamiatali pod dywan. Wiedzieli lepiej od nas, jak żyć, tato stosował kary cielesne. Myślę, że to miało wpływ na mój życiowy wybór.

Już dawno nie sprawdzałam rzeczy męża
Nie mogłam powiedzieć nikomu o tamtym wieczorze, gdy mój mąż przyznał się do zdrady. Mamie, teściowej – absolutnie wykluczone. Nikt by tego nie zrozumiał, a ja nie chciałam rozdmuchiwania swoich spraw. To była moja sprawa małżeńska. Wstyd mną powodował. Trudno mi było się zwrócić nawet do Boga. Miałam żal. Byłam rozgoryczona, zła, oszukana, zraniona, samotna. Z dzieckiem przy piersi i drugim, małym u boku. Starałam się, żeby nie widziały, jak mama płacze. Po tygodniu zaczęłam szukać pomocy w internecie. Na stronach katolickich przeglądałam linki o zdradzie. I trafiłam na katechezę, w której jest mowa, że Chrystus kazał przebaczać nie siedem, ale 77 razy. Zabrzmi to magicznie, ale to była łaska od Boga. Doznałam przebaczenia. Napisałam do męża SMS-a. Przyjechał, zjedliśmy razem kolację. Wytłumaczył mi, że jestem współuzależniona i muszę poszukać jakiejś wspólnoty terapeutycznej. Trafiłam do kobiet z Al-Anon. W tej grupie są skupieni krewni i przyjaciele alkoholików. Raz na miesiąc przyjmują na spotkaniach partnerów innych uzależnień, takich jak ja. Tam po raz pierwszy powiedziałam o swoim bólu.

Ale to nie wystarcza. Powoli z innymi dziewczynami zaczynamy tworzyć w całej Polsce grupę kobiet S-Anon, których bliscy są seksoholikami. To mężowie nas skontaktowali ze sobą. W maju spotkałyśmy się po raz pierwszy w Warszawie. Przyjechało osiem dziewczyn, ale wiele nie mogło dotrzeć. Siedziałyśmy cztery godziny i nie miałyśmy dosyć. Czujemy się bezradne, samotne, potrzebujemy wsparcia. Jesteśmy pierwsze w kraju, pomagają nam ludzie S-Anon ze Stanów i z Niemiec. Teraz szukamy kogoś, kto za darmo pomoże nam przetłumaczyć na język polski książki i materiały, które od nich dostałyśmy. Wiem już, że będę wolna od współuzależnienia, kiedy będę mogła cieszyć się życiem. Bo nadal miewam napady złości, niechęci, apatii. Ale jest już coraz lepiej. Już dawno nie sprawdzałam rzeczy męża.

On też powoli wychodzi z choroby. Nie ukrywa przede mną zmagań, że jest wciąż narażony na pokusy. Ale widzę w nim niesamowitą zmianę. Czuje się świetnie ze sobą, potrafi sobie zorganizować czas, jest swobodny w towarzystwie. Ostatnio byliśmy na weselu. Bawiliśmy się dobrze, ludzie zachwycali się nami. Stawiam na nasze małżeństwo. Jesteśmy koło trzydziestki. Bóg nam pomoże przetrwać trudności. Nikt z bliskich do dziś nie wie o jego seksoholizmie. Poza jedną znajomą z naszych kręgów w kościele. Powiedzieliśmy jej, bo wydaje nam się, że jej mąż ma wszystkie cechy seksoholika. Nie chciała tego przyjąć do wiadomości.

BARBARA, CZYLI KOBIETA ZDECYDOWANA

Kwadraciki
‚Dlaczego otwierasz mój rachunek!?’ – rzucił się na mnie. Spojrzałam spokojnie. W ręku trzymałam białą kopertę. ‚To jest mój rachunek za telefon. Ale ciekawe, co ty masz w swoim, że tak się boisz’ – zażartowałam. Wyszedł z pokoju. Na krześle stała jego teczka, rozchylona. Zobaczyłam, że w środku jest rachunek telefoniczny. Nigdy nie robiłam takich rzeczy, tajemnica korespondencji to dla mnie świętość, ale sięgnęłam po tamtą kopertę. Jego rachunek był porwany na drobne kwadraciki. Sklejałam je do wieczora. Widział to. ‚Bawisz się w szpiega? Proszę bardzo!’ – krzyczał. Ale mi nie przeszkodził. W kilka godzin skleiłam prywatne rozmowy po nocach, wysłane MMS-y, kody do stron pornograficznych w internecie. Wiem, bo sprawdziłam. Poznałam świat internetu, który służy do uprawiania seksu, czaty erotyczne, filmy, ogłoszenia, wulgaryzm. Nie jestem dewotką, ale mnie to poraziło. Powiedziałam mu, że teraz zamilknę na kilka dni i poczekam, co ma mi do powiedzenia. To było trzy lata temu.

Seksu mam dosyć
Jeżeli człowiek funkcjonuje w dwóch światach i wszystko ma zorganizowane, to w pewnym momencie przestaje widzieć, że coś tu jest nie tak. Jedno życie służy mu do uprawiania seksu. Jest zaspokojony pod tym względem. Drugie życie to świat, w którym ktoś musi prać gacie i skarpetki, gdzieś trzeba jeść obiady. To jest baza, która stwarza pozory normalności, z dziećmi, żoną, znajomymi. W tym życiu byłam ja, niezaspokojona seksualnie i uczuciowo. Pytałam terapeutów, dlaczego seksoholicy nie uprawiają seksu z własnymi żonami. Dowiedziałam się, że seks jest dla nich czymś niedobrym, nieczystym. Nie chcą kalać rodzin, przenosić na nie swojego brudu. Tylko niewielki odsetek seksoholików ukierunkowuje się na swoje żony, stałe partnerki. Dwa lata temu kazałam mu się wyprowadzić. Ostatnio zapytał, czy mógłby do nas wrócić. ‚I gdzie będziesz spał? – zapytałam. – A jak nasz seks miałby wyglądać?’ (pytałam retorycznie). A on na to: ‚O nie, seks to nie. Seksu to ja mam dosyć’. Zaniemówiłam po tej dawce cynizmu. To świadczy, jak bardzo jest chory, pogmatwany i jak rozjechały mu się granice. Podobno człowiek, który zaczyna zdrowieć, czuje żal, ma poczucie wyrządzonej krzywdy. Mój mąż myśli, że ja mu wszystko zepsułam. A miał taką fajną bazę.

Żaden bawidamek
Mam 37 lat, mąż jest o rok starszy. Jestem urzędnikiem państwowym, mąż ma własną kwitnącą firmę. Wie pani, że wielu seksoholików prowadzi własny biznes? To pozwala na dysponowanie własnym czasem, częste delegacje, nocowanie w firmie. Daje alibi. Mamy troje dzieci, nastoletniego chłopca i dwie dziewczynki w wieku przedszkolnym. Nie lubię mężczyzn gadatliwych, on był zamknięty w sobie, jakby wyprany z emocji. Żaden bawidamek. Sympatyczny, inteligentny, przystojny. Zakochałam się. Tylko łatwo się unosił, wrzeszczał, trzaskał drzwiami, wychodził. Potem wracał i przepraszał. Jest synem alkoholika. W każdym razie do niedawna uchodziliśmy wśród znajomych za parę niemal idealną. Chcę wierzyć, że połączyła nas na studiach wielka miłość. On był seksoholikiem już przedtem – ja o tym nie wiedziałam. Jako dziecko napięcie spowodowane problemami w domu nauczył się rozładowywać masturbacją. Ale nie posądzam go o tak wielki cynizm, że wybrał mnie od początku jako przykrywkę dla drugiego życia. Myślę, że miał wtedy chwilowy przebłysk.

Nasze życie zaczęło się rozjeżdżać po urodzeniu syna, jeszcze na studiach. Intymne zamarło całkowicie, a on utknął za niewidzialną szybą. Niby normalnie żył, funkcjonował, rozmawiał, ale nic do niego nie docierało. Stopniowo więź zanikała. Zaczęłam się więc do niego dobijać, pukać w tę szybę: ‚Powiedz, jeśli masz kobietę. Ciężko będzie, ale zniosę to. Czy to jest mężczyzna? Też to wytrzymam. Jesteś impotentem? To trudne, ale trzeba rozmawiać. Tylko powiedz coś!’. Mówił: ‚To nic nie jest. Jestem tylko potwornie zmęczony’. Po takich rozmowach bywała chwilowa poprawa. Stąd się nasze dzieci porodziły. Pisał do mnie miłosne listy, że jestem jedyną kobietą jego życia, niezwykle atrakcyjną i że mnie kocha. Pytałam, po co to pisze, skoro nie ma pokrycia w naszym życiu.

Mówił: ‚Ale tak jest i cokolwiek się stanie, musisz o tym pamiętać’. To było, jeszcze zanim sięgnęłam do jego torby po rachunek.

Problem techniczny
U bliskich znajomych był problem alkoholowy. Wiedziałam stamtąd, że nie należy uzależnionemu podawać ręki, bo wciągnie w bagno. Wiedziałam, że trzeba mu dać kopniaka, żeby oprzytomniał. Wiedziałam, że pomoc jest potrzebna też mnie. Powiedziałam mu z tym rachunkiem w dłoni: ‚Masz się zacząć leczyć. I sam musisz sobie to zorganizować’. Poszedł do terapeutki raz czy dwa, ale był tym rozdrażniony. Poszliśmy na terapię małżeńską. Tam dowiedziałam się, że najpierw mąż powinien zacząć leczyć się z uzależnienia, potem ewentualnie możemy ratować nasze małżeństwo. Do grup terapeutycznych nie zajrzał. Nie było w nim woli leczenia.

Staliśmy się jak instytucja ekonomiczna. Nie rozmawialiśmy z sobą, nie witaliśmy się, mijaliśmy w przejściu, nie było dotyku. Próbowałam jeszcze się dobijać: ‚Zdradziłeś mnie?’. Mówił, że nie, że to tylko czaty, listy, telefony. Płakałam: ‚Co mówiłeś tym babom? Że masz grubą żonę i dlatego szukasz innej? Czemu nie spotkałeś się z żadną, skoro każdy erotyczny czat zaczyna się od propozycji spotkania?’. Odpowiadał: ‚Był problem techniczny, bo one za daleko mieszkały’. Nie mogłam uwierzyć w to, co mówił. Problem techniczny?! To chęć zdrady nie była dla niego kłopotem, tylko odległość od kurwy?

Po roku takiego miotania się powiedziałam mu: ‚Jedziesz na leczenie zamknięte. Rezerwujesz miejsce. Tam się nie wymigasz’. Kiedy pakował walizkę, po raz ostatni zapytałam go, czy na pewno powiedział mi o sobie wszystko. Przysięgał, że tak. Nie przytuliłam go na pożegnanie. Dzwonił stamtąd, że mnie kocha. Raz powiedział, że przeprasza za wszystko. Wrócił, zapytałam go, czy mnie kiedyś zdradzał. Tak. Zdradzał niemal przez cały czas trwania naszego małżeństwa. Nie paprałam się w jego zdradzie, nie katowałam historiami o kobietach, wydatkach na nie. Ale nie mogłam mu wybaczyć, że zawiódł zaufanie, spieprzył moje życie, odebrał poczucie bezpieczeństwa, narażał dzieci i mnie na choroby weneryczne. Kazałam mu się wynieść. Moja mama: ‚Daj mu szansę’. ‚Mam gdzieś szansę, mamo. A gdybym miała teraz HIV, dzieci były zakażone, też byś tego chciała?’ ‚Ach, nie pomyślałam’ – wycofała się. Zbadałam siebie i dzieci. Jesteśmy zdrowi. Jemu też kazałam się przebadać. HIV nie ma, ale coś jednak przywlókł ze sobą, nie leczy tego.

Żeby tata umiał sobie radzić
Sposób rozumowania innych, że to fajnie mieć męża seksoholika, to dramat. Te komentarze na forach: ‚Pewnie głupią babę miał, to poszedł do innej’. ‚Dajcie mi do niego namiary, chętnie się skontaktuję’. Gdybym miała życzyć jakiejś kobiecie bardzo źle, tobym zaproponowała, żeby związała się z seksoholikiem. Każda z nas, współuzależnionych, przeżywa dramat. Jesteśmy wciągnięte przez uzależnionych w chorobę, cierpimy te same katusze, schodzimy na dno, tracimy poczucie własnej wartości, ale nigdy nie doznajemy haju, tego chwilowego poczucia szczęścia, jakie oni osiągają w swoim nałogu. Jesteśmy jak ziemia niczyja. Znikąd pomocy. Dla żon seksoholików nie ma grup terapeutycznych, a terapie indywidualne nie są refundowane. Chodzę prywatnie do terapeuty, skontaktowałam się z kobietami takimi jak ja. Nie planuję odległej przyszłości. Żyję tym, że muszę wstać rano, zrobić śniadanie, szkoła, przedszkole, praca, co na obiad, co wieczorem przeczytać. Poznałam pewną kobietę. Rozwiodła się z mężem seksoholikiem, ułożyła sobie życie na nowo. Dała mi nadzieję.

Mąż odwiedza dzieci codziennie. Ale gdzie mieszka, co robi, nie chcę wiedzieć. Myślę, że znów ma swoje odjazdy. Tak jak żona alkoholika pozna, gdy ten jest na rauszu, tak ja wyczuwam męża. Zaczyna się gubić, zapomina, czepia się szczegółów, awanturuje, że na przykład za dużo wody do wanny nalałam. Jestem osobą wierzącą, ale bez przesady. Trudno jednak to wszystko udźwignąć bez czyjejś pomocy z góry. Ktoś mi poradził, żebym modliła się z dziećmi. Sami układamy słowa. Dzieci modlą się o zdrowie babci, dziadka, za to, że tata jest trudny i żeby umiał sobie radzić. One nie wiedzą, na co mąż choruje. Nie wiem, czy kiedykolwiek im powiem. Emocjonalnie poobijana, oszukana, bez gruntu pod nogami pomagam sobie sama. To ekstremalnie trudne. Jest mi łatwiej, gdy otrzymuję wsparcie rodziców i pary bliskich przyjaciół. Był czas, że ciągle płakałam. Nie mogłam przestać. Teraz jest ze mną lepiej. Ale nie szkodzi, że teraz płaczę, prawda?

(autorka – Magdalena Grzebałkowska, źródło – www.wysokieobcasy.pl)