Ofiary domowych katów

Ofiary domowych katów2019-01-25T22:47:54+00:00

W Polsce co roku kilkadziesiąt tysięcy kobiet staje się ofiarami przemocy domowej. Jeszcze więcej bitych przez swoich partnerów nigdy nie znalazło się w policyjnych statystykach, bo w milczeniu znoszą maltretowanie i poniżanie. W wielu związkach przemoc, to wciąż skrzętnie skrywana tajemnica, temat tabu.

Sprawa Rihanny, gwiazdy muzyki pop, pobitej przez jej chłopaka Chrisa Browna, szeroko komentowana była w mediach. Zakrwawiona, opuchnięta dziewczyna ze zdjęć wzbudzała współczucie, ale też prowokowała pytania: Jak mogło do tego dojść? Dlaczego kobiety całymi latami pozwalają swoim partnerom na agresję? Chłopak piosenkarki (również muzyk) trafił na policję i był sądzony. Jeszcze dotkliwszą karą dla artysty był ostracyzm społeczny, stacje radiowe przestały grać jego piosenki, a telewizyjne nie puszczały teledysków. Duża była niechęć społeczna Amerykanów wobec, do niedawna jeszcze gwiazdy, po tym co się stało – przede wszystkim oprawcy.

Brudy prać we własnym domu
W Polsce przemoc domowa budzi mniejszy sprzeciw społeczny i ma wielowiekową tradycję. Stare polskie przysłowie mówi: „Brudy trzeba prać we władnym domu”, czyli nie powinno się wywlekać rodzinnych tajemnic na światło dzienne, bo nikt nie może wtrącać się w prywatne sprawy. Inne porzekadło ludowe brzmi: „Jak chłop baby nie bije, to jej wątroba gnije”, co znaczy, że kobietom bicie się należy. I maltretowane kobiety często w to wierzą, wpędzają się w poczucie winy, tracą poczucie własnej wartości: „On mnie bije, bo jestem nic nie warta, zasługuję na to”. Niektóre myślą, że przemoc skończy się sama, że on w końcu zrozumie, że robi źle i przejdzie metamorfozę. Tylko, że nigdy tak się nie dzieje.

– Nie wiem, czy myślałam, że kiedyś to wszystko samo się skończy. Myślałam o tym, co będzie dzisiaj. Starałam się nie denerwować męża. Nie zawsze przecież było tylko źle. Z natury jest nerwowy, ale czasami kilka tygodni nie miał napadów agresji. Wtedy interesował się dziećmi, jechaliśmy do teatru, który oboje lubimy. W pewnym sensie nauczyłam się funkcjonować w tym układzie – wspomina Maria.

Mieszkają w niewielkim mieście na północy Polski. Maria jest księgową, jej były mąż lekarzem, wiele lat radym miejskim, osobą powszechnie szanowaną. Umiał wywalczyć pieniądze na dom dziecka, sprzęt dla szpitala i schronisko dla bezdomnych psów. Nikomu z otoczenia nie przyszłoby do głowy, że może bić swoją żonę.

Pierwszy raz uderzył ją tuż przed ślubem. Dzisiaj Maria nie potrafi sobie przypomnieć o co poszło. Pamięta, że było duże napięcie przed weselem na 150 gości. Kłócili się, w pewnym momencie pchnął ją z taką siłą, że upadła na ścianę, rozbiła głowę. Płakała, a on przepraszał. Mówił, że nie wie co w niego wstąpiło, że nie chciał zrobić jej krzywdy.

– Łatwo mówić, że już wtedy powinnam pójść po rozum do głowy. Kochałam go, ślub był za kilka dni, goście zaproszeni, nasze rodziny znały się od wielu lat, byli szczęśliwi, że się pobieramy. Nawet przez chwilę nie pomyślałam wtedy, że mogłabym go zostawić. Wierzyłam, że to się nigdy nie powtórzy – mówi Maria.

Przez pierwsze dwa lata małżeństwa dotrzymywał słowa, chociaż awantury były na porządku dziennym. Pobił ją kiedy wrócił do domu pijany. Kłócili się, a on zaczął okładać ją po głowie.
– Przez chwilę pomyślałam, że mnie zabije. Następnego dnia znowu przepraszał. Tłumaczył się, że był pijany. Potem już bicie zdarzało się coraz częściej, ale coraz rzadziej się z niego tłumaczył – wspomina Maria.

Anna Mochnaczewska-Dzik, psycholog z warszawskiej Specjalistycznej Poradni Rodzinnej ds. Przeciwdziałania Przemocy, mówi, że agresja najczęściej bierze się z bezradności i nieumiejętności rozwiązywania problemów. Kiedy są momenty stresu, frustracji, to emocje rosną, ale sprawcy przemocy nie wiedzą w jak sobie z nimi poradzić, wtedy najczęściej rozładowują napięcie przemocą, czy to werbalną, czy fizyczną.

– Bardzo duże znaczenie mają też doświadczenia z dzieciństwa. Często biją ofiary przemocy bezpośredniej, albo pośredniej (świadkowie). W ich domach w ten sposób rozwiązywało się konflikty i dzisiaj oni powielają wzorce. Nikt im nie pokazał, że są inne sposoby, że można usiąść i spokojnie, z szacunkiem porozmawiać. Co oczywiście nie usprawiedliwia sprawców przemocy, bo nikt nie ma prawa krzywdzić drugiej osoby – dodaje Anna Mochnaczewska-Dzik.

Przemoc na salonach
Błędnym przekonaniem jest, że przemoc domowa dotyczy rodzin z marginesu społecznego. Dopuszczają się jej partnerzy niezależnie od statusu społecznego i sytuacji ekonomicznej rodziny, ze środowiska lekarzy, prawników, policjantów. Nie jest też tak, że kobiety wykształcone i wydawałoby się świadome swoich praw, szybciej przerwą agresję, bo wiedzą, gdzie szukać pomocy. Bywa, że tzw. „dobre rodziny” za wszelką cenę chcą zachować pozory.

– Mamy dwóch synów, których trzeba było przecież wychowywać. Bałam się, że sama sobie nie poradzę. Poza tym ja po prostu nie wiedziałam, gdzie mam iść?

Komu mam powiedzieć, że mąż ten radny, którego tak bardzo obchodzą sprawy społeczne, jest tyranem? Kto by mi uwierzył? Komendant policji bywał u nas na obiadach – wspomina Maria.

Anna Mochnaczewska-Dzik widzi kilka powodów dla których kobiety trwają w sytuacji przemocy. Jednym z nich jest niemoc. Ofiary zazwyczaj najpierw próbują zmienić sytuację, kiedy się nie udaje zaczyna im się wydawać, że cokolwiek zrobią i tak nie przyniesie to efektów, więc rezygnują z dalszych działań. Poza tym są przestraszone, myślą, że nikt nie jest w stanie im pomóc, że są same ze swoim problemem. Nie bez znaczenia jest wstyd i strach przed społeczną oceną. Wiele bitych kobiet myśli, że tylko one mają takie problemy, a reszta społeczeństwa ich nie zrozumie. Bywa też, że są zastraszane przez swoich oprawców. Chociaż obiektywnie, te groźby mogą być absurdalne. Inną przyczyną trwania w roli ofiary przemocy, może być zależność ekonomiczna od sprawcy przemocy. Kiedy nie pracują, bo np. zajmują się wychowywaniem dzieci, znoszą bicie, z lęku, że same sobie nie poradzą. Najczęściej decydują się przerwać koszmar, kiedy nie tylko one, ale ich dzieci są krzywdzone.
Mąż Marii nigdy nie uderzył żadnego z synów. Postanowiła od niego odejść, kiedy pobił ją tak dotkliwie, że znalazła się w szpitalu. Najpierw mówiła, że spadła ze schodów, lekarz nie uwierzył jej patrząc na liczne rozcięcia, siniaki i blizny. Namówił ją na zrobienie obdukcji i złożenie doniesienia w prokuraturze. Wtedy Maria pierwszy raz zobaczyła jakieś wyjście ze swojej sytuacji. Pomyślała, że kiedyś ją zabije, a jej dzieci zostaną sierotami. Nie wróciła do domu, razem z dziećmi zamieszkała u swoich rodziców. Wycofała jednak sprawę o pobicie, kiedy prosił, żeby nie marnowała jego kariery. W zamian obiecał nie robić problemów przy rozwodzie i podziale majątku. Dzisiaj jej synowie są studentami. Maria nie zdecydowała się nowy związek, pracuje, podróżuje i zapewnia, że jest szczęśliwa. – Gdybym wtedy wiedziała to wszystko, co wiem dzisiaj, nie zmarnowałabym 17 lat swojego życia – dodaje.

Przerwać milczenie
Pierwszym krokiem do rozwiązania sytuacji, jest przerwanie milczenia, wyjście z izolacji i zrozumienie, że przemoc domowa nie jest prywatną sprawą, ale przede wszystkim przestępstwem, które podlega karze więzienia od 3 miesięcy do 5 lat, jest ścigane przez policję i prokuraturę. I to zarówno agresja fizyczna, jak i znęcanie się psychiczne: wyzwiska, poniżanie, szkalowanie.

W 1999 roku odnotowano 96 955 przypadków przemocy, wynika z danych policyjnych. W ubiegłym roku liczba ofiar przemocy domowej według „Niebieskiej Karty” wyniosła już 130 682 osób, w tym zdecydowana większość to kobiety i dzieci (ponad 90% przypadków). Sprawcami wciąż najczęściej pozostają mężczyźni, ci najbliżsi – partnerzy i ojcowie. Wzrost tej liczby oznacza, że z roku na rok, coraz więcej kobiet decyduje się na zawiadomienie o przemocy w domu policji.

– Szkolimy bardzo wielu policjantów, którzy coraz częściej wiedzą jak się zachować w sytuacji przemocy domowej. Powstaje bardzo dużo organizacji, które pomagają ofiarom. Wiele zmienia się na lepsze, szybciej w dużych miastach, niż na wsiach i w małych miasteczkach – mówi Agnieszka Olszewska, prawnik z Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia”.

Dzisiaj ofiary przemocy mają miejsca, gdzie mogą uzyskać pomoc, w tym również anonimowo-telefoniczną. Zmieniają się przepisy; policja i prokuratura mają coraz lepsze narzędzia prawne do ścigania przemocy w rodzinie. Wiele też zmienia się w mentalności Polaków. Podejście typu: „Niech każdy brudy pierze we własnym domu” przechodzi do lamusa, a agresja domowa zaczyna być postrzegana jako problem społeczny.

– Coraz częściej dzwonią do nas nie tylko ofiary przemocy, ale też świadkowie: nauczyciele, księża, sąsiedzi. Mówią, że w ich otoczeniu komuś dzieje się krzywda, pytają, jak mogą pomóc. Czują, że to jest też ich sprawa – mówi Agnieszka Olszewska.

(autorka – Maja Stasińska, źródło – zdrowie.onet.pl)