Wbrew powszechnemu przekonaniu, nie zawsze sprawdzanie komórki partnera, czy śledzenie go na Facebooku, jest miłosną obsesją. Nie zawsze też, gdy on nas pyta, z kim się spotkałyśmy tego wieczoru od razu oznacza, że on popadł w miłosną obsesję (w męskim wydaniu nazywa się to zespołem, albo syndromem Otella). Jak zatem rozpoznać miłosną obsesję – u siebie lub innych? Rozpoznać nie po to, żeby siebie lub kogoś stygmatyzować etykietką „osoba z zaburzeniem”, ale po to, żeby poprzez nazwanie problemu ułatwić jego rozwiązanie. Bo jeśli w naszym, czy czyimś mózgu rozwinęła się miłosna obsesja, ma to swoje konsekwencje.

Test miłości obsesyjnej, opracowany na podstawie książki Susan Forward i Craiga Buicka „Toksyczne namiętności” (Czarna Owca, 2006) publikowany jest w linku: http://www.kobieceserca.pl/test-milosci-obsesyjnej/ Są tam między innymi pytania: Czy sprawdzasz w miejscach, w których ta osoba powinna przebywać, czy tam jest i z kim? Czy kiedykolwiek potajemnie śledziłaś tę osobę? Czy bez przerwy potajemnie sprawdzasz komórkę, pocztę elektroniczną, kieszenie tej osoby? Opisane tu zachowania mogą być rezultatem podejrzeń, że mężczyzna, z którym się związałyśmy, coś kręci, jest nielojalny, oszukuje nas, próbuje wykorzystać. Nic złego w tym, że chcemy wiedzieć, na czym stoimy, czy nasze podejrzenia są prawdą. Jednak gdy przyłapałyśmy go na ewidentnym kłamstwie, albo pomimo braku ewidentnych dowodów utraciłyśmy zaufanie do partnera, to mamy dwa wyjścia:

– stanowczo postawić granice, a gdy to nie pomaga, rozstać się,

albo

pozostać w relacji czy związku, w której nie czujemy się bezpiecznie, ryzykując wpadnięcie w miłosną obsesję, kiedy to nasze zachowania zaczynają mieć charakter nałogowy.

Przypomnijmy – nałogowe zachowanie to takie, które służy regulacji emocji, zachowanie, nad którym utraciłyśmy kontrolę i czujemy przymus jego powtarzania. W przypadku miłosnej obsesji zachowania z nią związane najczęściej mają na celu uzyskanie podniecenia. Kobieta, której w związku z mężczyzną niewygodnie, bo brak poczucia bezpieczeństwa powoduje u niej permanentny stres, z dbałości o swój stan psychiczny odchodzi od partnera. Ta, która poszukuje w związku wyzwań i adrenaliny – zostaje.

Oprócz nieustannej kontroli i sprawdzania partnera (czyli oprócz wymienionych wyżej także bezustannego wydzwaniania i esemesowania, śledzenia jego profilu na Facebooku, pojawiania się bez zapowiedzi w jego miejscu pracy lub zamieszkania), z miłosną obsesją mamy do czynienia, gdy pozytywnie odpowiemy na następujące pytania (albo tylko jedno z nich):

– Czy ciągle wzdychasz do kogoś, kto fizycznie lub emocjonalnie jest dla Ciebie niedostępny?

– Czy żyjesz dniem, kiedy wreszcie będziecie razem (albo on się zmieni)?

– Czy wierzysz w to, że jeśli będziesz wystarczająco mocno pragnęła tego mężczyzny, to on w końcu będzie musiał Cię pokochać?

– Czy wierzysz, że jeśli wykażesz się wytrwałością w zdobywaniu tego mężczyzny, to osiągniesz swój cel?

– Czy odrzucenie Cię przez tego mężczyznę sprawia, że jeszcze bardziej go pragniesz?

– Czy uważasz, że ten mężczyzna jest jedyną osobą, która sprawia, że Twoje życie ma sens?

Miłosna obsesja to nałóg i jako taki przynosi negatywne skutki, takie jak rozregulowanie emocjonalne (przeżywanie „hajów” i „dołów”), oraz niezdolność do koncentracji na innych, prócz obiektu obsesji, obszarach życia. Do tego mogą dojść kłopoty ze snem, zaburzenia odżywiania, depresja, zaburzenia lękowe, różne objawy psychosomatyczne związane z permanentnym stresem i agresywne zachowania w stosunku do mężczyzny lub należących do niego przedmiotów.

I to właśnie kumulacja negatywnych skutków powoduje, że kobiety szukają sposobu, aby uwolnić się od miłosnej obsesji. Jeśli uznamy ją za nałóg, to rozwiązania problemu należy szukać, zapoznając się z założeniami terapii uzależnień. Jedynym sposobem na to, aby zatrzymać pogłębianie się szkodliwych konsekwencji nałogowych zachowań jest rezygnacja z nich. Rezygnacja dożywotnia. Oznacza to, że jeśli jakiś mężczyzna stał się obiektem naszej miłosnej obsesji, to niemożliwe będzie zbudowanie z nim zdrowej, czyli wolnej od obsesji, relacji. W rezygnacji z nałogowych zachowań pomaga odcięcie się od wszelkich bodźców je wyzwalających. Konieczne jest więc definitywne zakończenie związku, zaprzestanie jakichkolwiek kontaktów z obiektem, wykasowanie jego esemesów, maili, pozbycie się pamiątek po nim, unikanie wspólnych miejsc itp.

Miłosna obsesja to wzorzec uzależnienia od miłości, w którym nie jest możliwa rezygnacja z nałogowych zachowań przy jednoczesnym kontynuowaniu związku. Przy innych wzorcach – współuzależnienia, czy miłości ambiwalentnej, jest to dopuszczalne.

Niektórzy psychoterapeuci zaliczają miłosną obsesję do zaburzeń lękowych i jako sposób jej leczenia zalecają przepracowanie traum dzieciństwa. Oto cytaty z wywiadu z Barbarą Wiśniewską, psychologiem i terapeutką, poświęconym miłosnej obsesji, jaki ukazał się niedawno w dziale „Kobieta” portalu onet.pl. Na pytanie dziennikarki: – Skąd się bierze obsesja w miłości? Kto na nią choruje? specjalistka odpowiada: „W większości zdiagnozowanych przypadków odpowiada za to deficyt miłości w dzieciństwie. Chorzy zwykle pochodzą z rodzin, w których nie było im dane zaznać, czym jest prawdziwa miłość, np. rodzicielska. Dzieci nienauczone zdrowej miłości stają się owładniętymi obsesją dorosłymi, którzy nie radzą sobie z emocjami, głównie poczuciem odrzucenia, i przejmują model uczuciowy zaczerpnięty z domu, od rodziców, którzy nie potrafili im dać miłości albo/i odrzucili ich miłość. Do tego jeśli w rodzinie zabrakło kochającego dziadka, babci, wspierającej i kochającej bezwarunkowo siostry czy brata, to taka osoba może mieć problem ze zbudowaniem relacji w dorosłym życiu. Osoby borykające się z problemem obsesyjnej miłości często traktują odrzucenie jako naturalną dla nich formę miłości i właśnie takich związków poszukują, powtarzając model uczuciowy z dzieciństwa”. Zapytana: – Jak leczyć obsesyjną miłość? terapeutka stwierdza: „Podjąć terapię. Można oczywiście samemu spróbować uwolnić się od obsesji, ale nie jest to łatwe. Nie wystarczy powstrzymywać się od wydzwaniania, pisania maili do byłego partnera czy zmusić się do podjęcia nowego hobby. Nieprzepracowane traumy powrócą przy następnym związku i wszystko zacznie się od nowa. Trzeba dowiedzieć się dlaczego tak a nie inaczej zachowywałem/zachowałam się w związku, ponieważ wszystko ma swoją przyczynę”.

Absolutnie się z tym nie zgadzam. Uważam za nadużycie proponowanie osobie dotkniętej alkoholizmem, narkomanią, czy jakimkolwiek uzależnieniem behawioralnym (a do nich należy uzależnienie od miłości), terapii mającej na celu znalezienie przyczyn nałogu. To, czego ona w istocie potrzebuje, to pomocy w uświadomieniu mechanizmów uzależnienia, a tym samym przyjęcia perspektywy, że stoi przed wyborem:

– albo będzie nadal kontynuowała nałogowe zachowania i pogłębiała negatywne skutki tym wywołane,

– albo zrezygnuje z nałogowych zachowań, by zatrzymać kumulację negatywnych tego skutków.

Kobieta uzależniona od miłości, która nie chce zrezygnować ze swoich obsesyjnych zachowań, decyduje się na tą pierwszą opcję. Ma prawo. To jej życie. Jeśli wybierze opcję drugą, terapeuta winien jej dostarczyć narzędzi, ułatwiających trwałe zrezygnowanie z nałogowych zachowań. Tylko tyle, nic więcej.