Opowiadania i wiersze
dla kobiet,
które kochają za bardzo
Sen o królewnie I
Dawno, dawno temu, za lasami, za górami, żyła sobie królewna. Niczego jej do
szczęścia nie brakowało. Miała ogromny pałac otoczony ogrodem, skarbiec pełen
złota i służbę gotową na każde jej skinienie. Nie była jednak szczęśliwa.
Pewnego razu pod bramy pałacu zawitał wędrowiec. Powiedział, że przybywa z dalekiego kraju i przyniósł królewnie coś w darze. Wpuszczono go. Królewnę jednak tego dnia bolała głowa i nie chciała nikogo przyjmować. Wędrowcowi wskazano miejsce w pobliskiej gospodzie, gdzie mógł spędzić noc.
Tej nocy królewna miała dziwny sen. Śniło jej się, że przedziera się przez gęstwinę i z coraz większą desperacją próbuje znaleźć z niej wyjście. Zapada mrok, a ona ciągle walczy, na jej ciele pojawiają się rany od ukłuć kolców głogu i ostrych cięć traw. Wreszcie, zmęczona, daje za wygraną. Mości sobie z paproci posłanie, kładzie się i natychmiast zasypia.
Przyśnił jej się dziwny sen. Śniło jej się, że pod bramy jej wspaniałego pałacu, w którym kiedyś mieszkała, przybył wędrowiec z dalekiego kraju. Powiedział, że ma coś dla królewny w darze. Wpuszczono go.
Królewna ugościła wędrowca pieczonym prosiakiem i stuletnim winem. Gdy już się nasycił, zapytała go - wędrowcze, co mi przynosisz w darze? Mój dar, królewno, jest niezwykły. To szczęście. Jednak aby go otrzymać, musisz opuścić swój pałac i udać się ze mną za góry i lasy. Po drodze czekają cię niebezpieczeństwa - niedźwiedzie żądne królewskiego ciała i pijawki, spijające królewską krew. Jeśli jednak nam się uda, czekają cię rozkosze, jakich dotychczas nie poznałaś.
Królewna, śpiąca w gęstwinie, obudziła się z zimna. Pamiętała swój sen. Zaczęła wierzyć, że i ją - tak jak królewnę ze snu – za gęstwiną czeka szczęście.
Gdy nastał świt, znowu poczęła
przebijać się przez las. Już opadała z sił, gdy gęstwina zaczyna się
przerzedzać. Za chwilę znalazła się na dużej polanie. Na polanie stała karoca.
Podeszła, w środku był ubrany na czarno mężczyzna. Kim jesteś - spytała. Jestem
diabłem. Czekałem tu na ciebie od dawna.
Królewna rzuciła się do ucieczki. Jednak jakaś magiczna siła nie pozwoliła jej
ruszyć się z miejsca. Skuliła się i wyczekiwała na cios. Zamiast ciosu poczuła,
że ktoś pieści jej włosy. Potem twarz i piersi. Delikatnie rozsunął jej nogi i
przeniknął swoim jestestwem. Czas zatrzymał się, ptaki przestały śpiewać i
zgasło słońce.
Pogrążona w rozkoszy królewna zapadła w głęboki sen. Ujrzała siebie w
towarzystwie wędrowca, który namiętnie ją całował. Byli u kresu podróży. Byli w
niebie.
Gdy obudziła się, polana była pusta. Siąpiący deszcz zmoczył jej suknię. Nie
miała już siły, aby się ruszyć. Było jej coraz zimniej.
Wieczorem na polanie nie było już jej ciała. Zabrał je diabeł, na
pamiątkę usidlenia swojej następnej ofiary.
Śpiąca z pałacu królewna obudziła się w środku nocy z bolącą głową. Zawołała
służbę. Rozkazała natychmiast przyprowadzić wędrowca z gospody. Pojawił się,
zaspany, wkrótce potem. Spytała go - wędrowcze, czy dar, który mi ofiarujesz,
uczyni mnie szczęśliwą? Tak - odparł. Musisz jednak, ciągnął dalej wędrowiec,
opuścić ten pałac i przejść na drugą stronę lasu, na dużą polanę. Nie będzie to
łatwe. Ciernie głogu i ostre trawy poranią twoje ciało. Zapach krwi przyciągnie
ogromne niedźwiedzie, które będą cię kąsać i ohydne pijawki, oblepiające twoją
skórę. Jeśli jednak ci się uda, dotrzesz na polanę. Tam znajdziesz swoje
szczęście.
Rankiem królewna wymknęła się z pałacu i zagłębiła w las. Tak jak zapowiadał
wędrowiec, spotkały ją straszne cierpienia, ale udało jej się dotrzeć na polanę.
Na polanie stała karoca. W środku był diabeł.
Otworzył drzwi i zaprosił ją do środka. Weszła. Diable - spytała - czy to ty
jesteś moim szczęściem? Nie, królewno - odparł. Twoim szczęściem był wędrowiec.
To on mógł dać ci rozkosz, której do tej pory nie zaznałaś, co czyniło cię
nieszczęśliwą. Nie wierzyłaś jednak, że można osiągnąć szczęście bez cierpienia,
że może ono przyjść samo.
Królewna rzuciła się do drzwi karocy, ale były zamknięte. Karoca gwałtownie
ruszyła.
Wiosną myśliwi, penetrujący okolice w
poszukiwaniu zajęcy, na dużej polanie w środku lasu znaleźli szkielet kobiety,
wyjedzony przez mrówki. Suknia pozostała nietknięta i wskazywała na to, że
zmarła kobieta pochodziła z bogatego rodu. Nieopodal leżało jej wydarte serce,
którego nawet mrówki nie chciały tknąć.
(Eugenia Herzyk)
____________________________________________________
Uzależnieni
Takie to proste
i takie to trudne
opór materii
zabija w nas ducha
to co najważniejsze
czujemy
gdy znika
a kiedy trwa jeszcze
przed tym uciekamy
czarną dziurę
w środku
zaklejamy kitem
zamiast ją pokazać
i przyznać że boli
(Eugenia Herzyk)
____________________________________________________
Bezsilność
Ból wielki tak wielki tak wielki tak wielki
Zabić potrafię za dawkę morfiny
Uśmierzyć znieczulić jak dobrze jak dobrze
Potem strach paniczny poczucie że wraca
Co teraz jest dawka kolejna kolejna
Ja żyję jak dobrze że czuję że żyję
Tym razem jej nie ma może sam już nie chcę
Agresja miotanie wołanie o pomoc
Dlaczego dlaczego dlaczego dlaczego
Dlaczego odbierasz przecież nie wytrzymam
Nienawiść co robisz daj mi decydować
Nie odchodź tak bardzo tak bardzo się boję
Wywlokłem to ścierwo co ból powoduje
I ulga za mało raz jeszcze i jeszcze
Nie działa za słabe to jeszcze dowalę
Kop straszny nareszcie nareszcie nie boli
Co ze mną odjeżdżam ratunku umieram
(Eugenia Herzyk)
____________________________________________________
Przepraszam za życie
Przytul mnie, mamusiu
Pokaż mi, że kochasz
Jestem tak malutka
I bardzo się boję
Nie lubię, gdy płaczesz
I nie dajesz rady
Bo ja nie mam siły
By to wziąć na siebie
Ale i tak biorę
Bo Cię potrzebuję
Nie chcę byś płakała
Chcę być Twoim szczęściem
Przytul mnie, tatusiu
Nie odtrącaj córki
Jedynie dlatego
Że miała być synem
Widzisz, jak się staram
By Cię zadowolić
Jestem silna, mądra
Daję Ci pociechę
I nigdy nie płaczę
Przepraszam za piersi
Które mi urosły
Przepraszam za życie
(Eugenia Herzyk)
____________________________________________________
gdzie jestem?
oddałam się zresztą
zresztą wcale nie chciałam
żeby było miło przez chwilę
oddałam się bez reszty
zresztą wcale nie chciałam
żeby było miło przez wieczność
oddałam się po prostu
jak oddaje się długi
(Aneta Boryczko)
____________________________________________________
mamusiu, a jak Ty się urodziłaś?
urodziłam się z matki
za pożyczone, nie swoje
bez łaski, z trudem
obok głównego nurtu
odsetki spłacam nieregularnie
kwota kredytu jest stała
urodziłam się z córki
byłam wcześniakiem
zabrakło zabrakło zabrakło
mleka
długi są wierne kolejnym pokoleniom
debet taki duży
urodziłam się
się z siebie indywidualnie
bolało
(Aneta Boryczko)
____________________________________________________
coś
kompletując czwarty krzyżyk
odnalazła swoją kobiecość
poszukiwana
zakleszczyła się w dole brzucha
z wdziękiem komara racząc się płodnością
wyłuskanie insekta zajęło
kilka lat
kilkadziesiąt miesięcy
kilkaset tygodni
jakieś 220752001 sekund
prowadzą długie wieczorne rozmowy
w zeszły wtorek były razem na kawie
prawie poderwały tego przystojnego barmana
wczoraj pokłóciły się na zakupach
raz jest lepiej raz gorzej
oswajanie trwa
(Aneta Boryczko)
____________________________________________________
fleksjomat
Odmieniona przez przypadki
kto? co?
ja
kogo? czego?
mnie
komu? czemu?
jak
wyżej
kogo? co?
i wciąż
z kim? z czym?
ze mną
o kim? o czym?
o mnie
wołam
pomnożona przez kobiecość
pomniejszona o męskość
odmieniona przez przypadki
szukam wspólnego mianownika
(Aneta Boryczko)
____________________________________________________
Wyznanie współuzależnionej
Mianownik: kto, co?
ja
Dopełniacz: kogo czego?
nie ma
Celownik: komu czemu?
oddałam siebie
Biernik: kogo, co?
uznałam za Boga
Narzędnik: z kim, z czym?
nie wyobrażam sobie życia
Miejscownik: o kim, o czym?
ciągle myślę
Wołacz
o kurwa...
(Ten wiersz powstał na kanwie "Fleksjomatu"
Anety Boryczko. Przesłałam go Anecie. Idąc za jej sugestią, choć z pewnymi
oporami, zdecydowałam się go tu opublikować. Eugenia Herzyk)
____________________________________________________
Copyright © Fundacja Kobiece Serca