Piosenki o miłości z komentarzem
Gniew
wokal oraz muzyka: Karolina Leszko
pianino oraz aranżacja: Alex Sito
tekst: Aneta Boryczko
Gdy pierwszy raz usłyszałam tę piosenkę, poczułam irytację. Zakwalifikowałam ją,
jako jeszcze jedną rzewną opowieść kobiety, cierpiącej na bóle abstynencyjne po
odstawieniu swojego czynnika uzależniającego – mężczyzny. I utożsamiającej to
cierpienie z miłością. Mam głębokie przekonanie, że tego typu utwory mogą być
szkodliwe, bo utwierdzają w kobietach fałszywy mit o niemożliwości bycia
szczęśliwą bez ukochanego mężczyzny.
Zdziwiło mnie jednak, że ta piosenka nie chciała mi dać spokoju. Nuciłam w
myślach jej refren, odsłuchałam jeszcze raz. I jeszcze raz. Zamiast irytacji
pojawiło się wzruszenie. Ki czort, pomyślałam. Czyżby odzywało się we mnie moje
uzależnienie? Z którym – jak sądziłam – poradziłam już sobie? „Smutny gniew”
dotknął we mnie czegoś wciąż żywego, nieprzepracowanego. I nie potrafiłam tego
nazwać.
Kiedy Aneta opowiedziała mi historię powstania tej piosenki, zrozumiałam, co
mnie tak poruszyło. Napisała w mailu: „Nie jest to 'mój tekst'. To znaczy ja go
napisałam, ale generalnie specjalizuję się w pisaniu tekstów w oparciu o
przeżycia i uczucia wykonawcy – na tyle, na ile się ze mną nimi podzieli. To
jest historia wokalistki i dotyczy jej ojca.”
Nie jestem jeszcze w stanie wyrazić prawdziwego gniewu wobec mojego taty. Jest
on z gatunku rozpaczy. Gniewu za to, że szukałam go ciągle w moich partnerach.
Za to, że brałam odpowiedzialność za ich szczęście. Za to, że specjalnie
wybierałam tych słabych, by móc się nimi opiekować. I że, będąc zdolna wszystko
im wybaczyć, doświadczałam od nich przemocy.
Ten gniew jest z gatunku rozpaczy. Kocham tatę nadal i jestem wdzięczna za
wszystko, co mi dał. Nie potrafił dać jednego – dumy z tego, że jestem kobietą.
I prawa do bycia słabą.
Mój tata zawsze powtarzał, że rozpacz to dodawanie złego do zła. Byłam
dziewczynką, która nigdy nie płakała. Dziewczynką silniejszą od swojego taty. I
taką też kobietą – silniejszą od swoich partnerów. Żaden mężczyzna nie jest w
stanie tego wytrzymać na dłuższą metę.
Teraz, kiedy pozwalam już sobie na płacz, mój skumulowany przez lata smutek
nareszcie znajduje sobie ujście. Na gniew jeszcze za wcześnie.
Eugenia Herzyk
Gdy usłyszałam linię melodyczną tej piosenki, a jednocześnie jej tytuł -
„Gniew”, poczułam się bezradna. Słuchałam muzyki: po raz pierwszy, drugi,
trzeci, czwarty, piąty… Moje córki krzyczały i zamykały się w swoich pokojach na
dźwięk pierwszych taktów. Miały dosyć melodii, mnie i całego mojego „tworzenia”.
A ja byłam w kropce. Zamówienie było jasne: piosenka ma nosić tytuł „Gniew”,
kompozytorka zaznaczyła nawet, w których miejscach refrenu ma występować to
słowo. Ona mówiła: „gniew”, a ja słuchałam muzyki i wyraźnie słyszałam smutek,
czasem nawet rozpacz, ale gniew?
I wtedy pojawiły się słowa z moich rozmów z piosenkarką i autorką muzyki, którą
znam prywatnie i darzę ogromną sympatią. Słowa niepowtarzalne i jedyne w swoim
rodzaju, tak jak historia każdej z nas, a jednocześnie… Jednocześnie skądś mi
już znane. I wtedy uświadomiłam sobie, że wiele razy je już słyszałam: od innych
bliskich mi kobiet, znajomych, klientek terapeutycznych. Niektóre z tych słów
znałam, bo od dawna powtarzał je mój wewnętrzny głos. Zapisałam je więc – tylko
zapisałam – dlatego powiedziałam Eugenii, że nie jest to mój tekst, choć ja go
napisałam.
Czy jest to rzewna piosenka kobiety uzależnionej od miłości? Być może. Czy może
utrwalać mit o niemożności bycia szczęśliwą bez mężczyzny? Być może. Czy może
być szkodliwa? Być może.
Jest to jednak historia prawdziwa i – w co głęboko wierzę – z tego właśnie
powodu może stać się lustrem, w którym każda z Was może się przejrzeć. Nie
oznacza to oczywiście, że każda z Was zobaczy w tym lustrze swoją twarz. To mogą
nie być Wasze słowa.
Jeśli jednak są Wasze i poczujecie, że chce Wam się płakać. Że przepełnia Was
coś, co musicie wypuścić na zewnątrz – zróbcie to. Macie prawo do smutku.
Jeśli czujecie rozpacz tak wielką, że chce Wam się wyć – zróbcie to. Idźcie,
bądź jedźcie do najbliższego lasu i wyjcie tak długo, aż poczujecie, że
wypuściłyście na zewnątrz to, co Was blokowało. Macie prawo do rozpaczy.
Jeśli czujecie gniew i macie ochotę zniszczyć wszystko, co nawinie się Wam pod
rękę – zróbcie to. Z jedną poprawką: znajdźcie sobie bezpieczne środowisko, aby
wypuścić ten gniew. Skorzystajcie ze wsparcia kogoś, komu możecie zaufać. Nie
musi to być terapeuta, choć może. Zapiszcie się na boks, albo kupcie worek
treningowy, naklejcie na nim zdjęcie tego (lub tej), którzy są przyczyną tegoż
gniewu i uderzajcie, dopóki czujecie jego energię. Wykrzyczcie go. Zróbcie
cokolwiek, co przyniesie Wam ulgę – dbając jednak zarówno o bezpieczeństwo
swoje, jak i innych ludzi. Macie prawo do gniewu.
Nie czujecie nic? A może irytują Was te dźwięki i słowa? Macie do tego prawo.
Może to nie ten czas i nie ta piosenka.
Sztuka – w tym wypadku prawda zawarta w śpiewie Karoliny - może być bowiem
katalizatorem. A smutek, rozpacz czy gniew bywają trudne do udźwignięcia, i
właśnie dlatego wszyscy mamy prawo, by je wyrazić. Bywa, że jest to pierwszy lub
ostatni krok do wyjścia z uzależnienia od miłości.
Aneta Boryczko
__________________________________________________________________
Erotyk ze smutku
wokal: Karolina Leszko
pianino, muzyka oraz aranżacja: Alex Sito
tekst: Aneta Boryczko
Po pierwszym odsłuchaniu „Erotyku ze smutku” napisałam Anecie:
„potrzebuję chwili dystansu, bo póki co ta piosenka wywołuje u mnie niechęć (to
też coś...), a raczej chęć wyrzucenia jej do kosza.” Dystansu nie udało mi się uzyskać, niechęć narastała, dołączyła się do tego
irytacja, która przeszła w odczuwalny ścisk gardła. Ciało sygnalizowało mi, że
usiłuję coś wykrzyczeć, ale napotykam przy tym na jakąś przeszkodę. Oczywiście –
prościej „coś” wyrzucić do kosza, niż się tym zająć. Postanowiłam jednak
przełamać swój opór i bliżej się swoim emocjom przyjrzeć.
Odbiór rzeczywistości zależy od filtrów, zbudowanych z naszych poprzednich
doświadczeń. Na moje filtry składają się osobiste przeżycia, a także bycie
świadkiem zwierzeń kobiet w mojej praktyce terapeutycznej. Wysłuchałam ich – w
takiej, czy innej formie, kilka tysięcy, wystarczająco dużo, aby mieć pewność,
że uzależnienie od miłości istnieje RZECZYWIŚCIE.
Wśród jego wzorców istnieją dwa, które reprezentuje właśnie „Erotyk ze smutku” –
miłosna obsesja i fantazjowanie. Z wielką empatią podchodzę do wyrażonych w nim
uczuć, ale tęsknota kobiety za utraconym rajem, w jakim się znajdowała podczas
orgazmicznych namiętności z mężczyzną – adresatem tej piosenki – budzi we mnie
irytację. A jeszcze większą – jej determinacja kochania „marmuru próżni”, walka
o odzyskanie ukochanego, który oznajmia, że to już koniec i wiara, że jej miłość
ma moc sprawczą.
Irytację dlatego, że nie mam zgody na cierpienia kobiet, będących ofiarami
niedojrzałych mężczyzn, niezdolnych do tworzenia bliskich relacji. Takich,
którzy dla budowania swojego męskiego ego potrzebują wciąż kolejnych zdobyczy, a
zaangażowanie kobiety w związek skrzętnie wykorzystują do własnych celów.
Takich, którym największą satysfakcję sprawia obserwacja cierpień porzuconych
przez nie kobiet.
Ale w tym moim gniewie jest też smutek – tak jak w tytule, choć innego gatunku.
Smutek, że tak wiele kobiet jest wciąż odciętych od swojej kobiecości, że
potrzebują mężczyzny, aby ją poczuć. A gdy tak się staje, uznają tego mężczyznę
za Boga, który ofiarował im z powrotem utracony raj. I gotowe są go za to
wielbić.
U źródeł miłosnych obsesji i fantazjowania leży grzech pierworodny, toksyczny
wstyd kobiet, które mają do wyboru tylko dwie opcje – albo stają się madonnami,
albo – ladacznicami. Te drugie przynajmniej za sprzedaż swojego ciała mężczyznom
dostają zapłatę.
Eugenia Herzyk
Dlaczego warto kochać, choć nie warto być uzależnionym od miłości?
Wiara. Nadzieja. Miłość. To trzy słowa, które wyznaczają jeden z największych
obszarów zagrożenia w sytuacji uzależnienia od miłości, partnera czy też
związku:
Wiara, że przecież on (lub ona) w głębi duszy jest dobry/dobra. Że kobieta musi
się poświęcać. Że bez mężczyzny/kobiety nie jestem nic warta/warty. Że nie
zasługuję na szczęście. Że zasługuję na cierpienie, jakie mnie spotyka. Że to co
on (lub ona) robi, jest moją winą. Że jeśli zadbam o siebie, stanę się
egoistką/egoistą.
Nadzieja, że jutro będzie lepiej. Że ta zdrada była ostatnia. Że on (albo ona)
się zmieni. Że już więcej nie uderzy. Że nie trzeba będzie uciekać do sąsiadów.
Że jak się bardziej postaram, to on (albo ona) mnie doceni. Że jeśli będę dla
niego (albo dla niej) niezastąpiona, on (albo ona) mnie nie porzuci. Że za to
cierpienie spotka mnie nagroda w Niebie.
Miłość, która wszystko wybacza.
Czasem, dla dobra nas samych, dla uratowania naszej godności, poczucia własnej
wartości, szacunku do samej siebie, a bywa, że po prostu dla ratowania zdrowia
czy nawet życia - trzeba rozstać się z partnerem. Głęboko wierzę w to, że nie
warto natomiast rozstawać się z Wiarą, Nadzieją i Miłością. Ważne, byśmy
pamiętały o jednej rzeczy: to nie jest tak, że One są poza nami, w świecie
zewnętrznym. Każda z nas ma Je w sobie. Wystarczy tylko poszukać:
Wiarę, że zasługuję na wszystko, co najlepsze. Że może uda się uratować aktualny
związek, jeżeli oboje zaczniemy nad nim pracować. Że jestem warta, aby pokochał
mnie wspaniały facet/wspaniała babka. Że dam sobie radę, gdy odejdę. Że
cierpienie w końcu minie. Że niemal wszystko zależy ode mnie. Że mam do
zaoferowania światu największy dar – siebie.
Nadzieję, że ten kryzys jest przejściowy. Że kiedyś uda nam się wybaczyć sobie
wzajemnie. Że przyjdą lepsze dni. Że poradzę sobie z małymi i wielkimi
wyznaniami. Że są ludzie, którzy mnie kochają. Że na świecie jest dużo dobra. Że
szczęścia wystarczy dla wszystkich. Że mam potencjał i siłę na to, aby moje
życie było dokładnie takie, jakiego pragnę.
Miłość: do partnera/partnerki, do dzieci, do rodziców, do innych ludzi, do
świata, dla wielu – do Boga, Bogini, czy innej Istoty Wyższej. Przede wszystkim
jednak: najlepiej rozumianą Miłość do siebie. Miłość, która potrafi stawiać
granice. Która uczy krzyczeć, kiedy ktoś robi mi krzywdę. Która nakazuje szukać
pomocy. Która pomaga realizować marzenia. Która daje odwagę do pracy nad
związkiem lub do odejścia od partnera/partnerki, jeśli jest to konieczne.
Tej Wiary, Nadziei i Miłości warto, a nawet trzeba szukać w sobie. „Erotyk ze
smutku” to historia takich właśnie poszukiwań wewnętrznych.
Alex Sito dał tej melodii Wiarę w to, że kobieta i mężczyzna mogą stworzyć
szczęśliwy związek. Karolina Leszko tchnęła w tę piosenkę Nadzieję, że można
odbudować to, co straciło swoje pierwotne piękno.
Ufam, że mnie z kolei udało się zamknąć w tych słowach Miłość. Nie tę
romantyczną, wyidealizowaną, zbudowaną na złudzeniach, ale taką, która łączy
uczucie z decyzją. Miłość opartą na pracy i odpowiedzialności. Miłość do siebie,
która pomoże podjąć decyzję: pozostać z partnerem/partnerką i pracować nad
związkiem, czy odejść, aby odnaleźć Ją w sobie.
Aneta Boryczko