Menu:

 

e-book

GDY NAM CIEBIE ZABRAKNIE
Aneta Boryczko

poradnik dla samotnych matek

 

 

Rozdział II
Jak znaleźć wsparcie dla siebie po rozłące/rozstaniu z partnerem?

Droga Samotna Kobieto! Jeśli aktywnie wspierałaś partnera w jego pragnieniu wyjazdu do pracy za granicę, albo byłaś stroną dążącą do ostatecznego rozstania, zapewne w pierwszych chwilach swojej samotności poczujesz ulgę. Świadomość zabezpieczenia finansowego przywróci poczucie bezpieczeństwa; zamieszkanie oddzielnie przyniesie spokój i harmonię. Wcześniej czy później pojawią się jednak również inne, trudniejsze uczucia. Nie złe uczucia - jestem gorącą przeciwniczką takiego określenia. Nie ma złych uczuć: gniew, złość, zazdrość, żal, czasem nienawiść - to nie są złe uczucia. Same w sobie są one czysto ludzkie i nie mają znaku jakości, można nawet uznać je za neutralne. Wszystko zależy od tego, jak je wykorzystamy. Często dzieje się to w sposób destrukcyjny, nie tylko dla innych, ale również dla nas samych, ale wcale nie jesteśmy na to skazane. Gniew może dać siłę do walki, złość - pomóc ustalić nieprzekraczalne granice, zazdrość - określić swoje potrzeby i dążyć do rozwoju, żal - poprowadzić do przebaczenia, nienawiść - pozwolić odkryć siłę ukrywającej się pod nią miłości. Wszystko zależy od Ciebie.

Twój partner wyjechał albo odszedł, w potocznym rozumieniu tego słowa jesteś kobietą samotną, ale nie samą - nawet jeśli często tak czujesz. Może zawiodłaś się na ludziach, których uważałaś za najbliższych. Zdarza się. Może wydaje Ci się, że ktoś wciąż rzuca Ci kłody pod nogi. Zdarza się. Pamiętaj jednak, że wokół Ciebie jest mnóstwo naprawdę wartościowych ludzi. Jest Ci trudno? Nie możesz sobie poradzić z dziećmi, domem, pracą czy samą sobą? To jest w porządku. Masz do tego prawo. Potraktuj to jako okazję do nabycia nowej dla Ciebie - być może - umiejętności proszenia o pomoc. Nie podoba Ci się moja propozycja? Rozumiem. W moim wypadku była to jedna z najtrudniejszych umiejętności do zdobycia. Oj, niezwykłe cierpiałam męki przyznając się do słabości, niewiedzy, bezsilności. Długo uczyłam się pokory, po drodze wykorzystując różne formy zastępcze: od manipulacji począwszy, poprzez żądania aż do szantaży. Aż wreszcie przyszedł ten dzień, kiedy ze łzami w oczach po prostu poprosiłam i dostałam to, czego potrzebowałam, a jako premię otrzymałam kilka mądrych słów: „Myślałam, że już się nie doczekam. Twoją radością i szczęściem dałaś mi więcej niż ja Tobie" - dzięki Mądra Kobieto za te słowa.

Kobieta w Twojej sytuacji może potrzebować różnych rodzajów wsparcia:
emocjonalnego,
instrumentalnego,
informacyjnego,
wartościującego,
towarzyskiego.

Droga Samotna Kobieto! Większość z nas potrzebuje się czasem wygadać. To tak, jakby uczucia piętrzyły się w nas jak w szybkowarze - jeśli od czasu do czasu nie poluzujemy pokrywki, możemy wybuchnąć. Medyczna diagnoza tego problemu jest jednoznaczna: hormony, ale to wcale nie jest takie proste. Samotna matka (ojciec zresztą również) nie dość, że zmierza się z wszystkimi problemami codziennego życia i okresowymi katastrofami, to jeszcze w szczególny sposób musi (och, jak ja nie lubię tego słowa!) wypełnić lukę po nieobecnym partnerze. W pewien sposób funkcjonuje w podwójnej roli: kobiety i mężczyzny. Jeśli jesteś typową kobietą i masz rozwinięte tak zwane kobiece cechy, życie stawia Cię przed nie lada wyzwaniem: odnalezienia w sobie stereotypowo męskich cech, przekładających się na działanie, np. zdecydowania, siły, postawy konfrontacyjnej, itp., itd. Jeśli z kolei jesteś osobą zdecydowaną, stanowczą, zorientowaną na cel, warto, a nawet trzeba odnaleźć w sobie miękkość, czułość, delikatność, opiekuńczość. Przy całym tym galimatiasie, wypadałoby również - bagatela - pozostać sobą i nie zwariować.

Chcesz borykać się z tym sama? Powodzenia! Pewnie niektórym się udaje. Jednakże ja serdecznie odradzam Ci takie rozwiązanie. To, że czasem masz ochotę krzyczeć, a nawet wyć, to nic złego. W końcu straciłaś oparcie, nie ma przy Tobie tego, z którym miałaś ten bagaż nieść wspólnie. Możesz oczywiście iść do lasu, albo zapisać się na boks i wyrzucić z siebie ten krzyk, gniew czy wściekłość - świetne rozwiązanie. Możesz jednak również wykrzyczeć czy wypłakać go (czytaj: podzielić się) przyjaciółce albo znaleźć kobiety, które przechodzą lub przeszły przez to, co Ty. Wydaje Ci się, że jak zaczniesz płakać, to już nigdy nie przestaniesz? Płacz. W lesie, w ramionach przyjaciółki, albo tych kobiet. One nie będą Cię oceniać, po prostu podzielą się doświadczeniem, wysłuchają, przytulą. Czasem naprawdę wystarczy wypłakać albo wykrzyczeć swoje uczucia, aby móc z nową siłą iść dalej. Twój partner odszedł, a Ty nie wiesz co robić, w którą stronę iść, zastygasz w bezruchu albo wykonujesz chaotyczne ruchy? Rozumiem Cię. Uwierz mi, że możesz jednak pomóc sobie sama, albo z pomocą zaufanej osoby. Oto kilka propozycji, jak szukać
wsparcia emocjonalnego:

prowadź pamiętnik, który może stać się swoistym kontenerem, takim bliskim sercu koszem na śmieci, gdzie będziesz „wyrzucać" zbyt trudne na dany moment uczucia lub myśli. Nawet jeden z głównych bohaterów Harry'ego Pottera, Dumbledore, potrzebował myśloodsiewni, aby uporządkować zbyt skomplikowane kwestie. Taki pamiętnik, dzięki temu, że możesz do niego sięgnąć w dowolnej chwili dokonując wędrówki w przeszłość, może być bardzo pomocny w spojrzeniu na swoje problemy z dystansu;

napisz list, a właściwie trzy listy, których adresatem będzie twój nieobecny partner (technika trzech listów: tak brzmi nazwa tej techniki terapeutycznej, którą znakomicie możesz zastosować sama); wymaga ona trochę czasu, ale bywa bardzo skuteczna. W pierwszym wyrzuć z siebie wszystkie emocje, nie cenzurując go w żaden sposób, a następnie odłóż go do szuflady. Sięgnij po niego, kiedy poczujesz, że tego potrzebujesz (może upłynąć tydzień albo miesiąc) i popraw go, usuwając te fragmenty, które są oskarżeniami i obelgami, a następnie znów odłóż. Po kolejnej przerwie sięgnij po list raz jeszcze i nadaj mu ostateczny kształt, dzięki któremu mogłabyś go wysłać bez obrażania adresata. Pamiętaj jednak, że Twoim celem nie ma być wysłanie tego listu, ale poradzenie sobie ze swoimi trudnymi uczuciami. Może się zresztą okazać, że po tej pracy nie będziesz miała wcale potrzeby wysyłania. Ja stosowałam tę technikę wielokrotnie i muszę przyznać, że sprawdziła się świetnie -to znakomita droga nie tylko do wyrzucenia z siebie bolesnych uczuć bez ranienia drugiej osoby; do zrozumienia siebie, ale także -wybaczenia;

poszukaj literatury o charakterze poradnika, która będzie dotyczyć dręczących Cię kwestii - jest wiele znakomitych pozycji dotyczących problemu rozstania, lęku, samotności;

pozwól sobie na aktywność fizyczną; jeśli przepełnia Cię gniew możesz np. porąbać drewno albo poświęcić godzinę na intensywny bieg;

jeśli masz taką możliwość i Twój partner jest na to otwarty, porozmawiaj z nim bezpośrednio, starając się przy tym, żeby ta rozmowa nie miała charakteru wzajemnych oskarżeń, lecz uczciwej wymiany;

wypłacz się bliskiej kobiecie (albo mężczyźnie, ale tu uwaga: tak już jesteśmy skonstruowani, że nawet bez świadomego udziału możemy w takim układzie uruchomić pierwiastek erotyczny);

jeśli czujesz, że żadną miarą nie poradzisz sobie sama, nie masz zaufanej przyjaciółki, a - z różnych powodów - trudno zwrócić Ci się do innych kobiet, odwiedź fachowca - poszukaj najbliższego Ośrodka Interwencji Kryzysowej albo zaufanego terapeuty; nie musi to być wizyta prywatna - mamy w Polsce znakomite poradnie rodzinne, a w nich świetnych fachowców.

Czasem zdarza się, że partner, który wyjeżdża mając zorganizowaną świetnie płatną pracę za granicą, trafia na oszustów. Zostaje tam sam, bez środków do życia, przerażony i bezradny. Oczekiwane pieniądze nie nadchodzą. Tymczasem Ty, być może jeszcze bardziej przerażona, musisz radzić sobie z utrzymaniem dzieci. Powszechnie znane są również kłopoty z regularnym płaceniem alimentów, stające się udziałem wielu rozwiedzionych kobiet. Innymi słowy, możesz - zarówno, jeśli Twój mąż chwilowo nie ma pracy za granicą, jak w sytuacji rozwodu czy separacji, potrzebować
wsparcia instrumentalnego.

To trudne i dla wielu z nas krępujące sprawy, ale Ty - jak powiedziałaby Clarissa Pinkola Estes - masz prawo w takiej sytuacji stać się walczącą o siebie i swoje młode wilczycą. Istnieją instytucje, powołane właśnie w celu pomocy kobietom z problemami, z jakimi się borykasz. Począwszy od Funduszu Alimentacyjnego poprzez Ośrodki Pomocy Społecznej oraz Caritasu aż do różnorodnych instytucji pozarządowych, w tym i takich, które czerpią fundusze z Unii Europejskiej, wdrażając specjalne programy dla kobiet. Możesz też zwrócić się o pomoc do najbliższego Ośrodka Interwencji Kryzysowej, tam poradzą Ci, co możesz zrobić. Szukaj, często wzmianki o ich działalności pojawiają się w mediach, wiele ma swoje strony internetowe. Istnieje oczywiście - dla tych, które spełniają odpowiednie warunki - możliwość wzięcia kredytu, ale tu radziłabym zachować szczególną ostrożność. To niemal wirtualne pieniądze, łatwo się je wydaje, trudniej spłaca. No i te odsetki! Wiele osób (nie tylko kobiet) wpada przy tym w pułapkę ciągu kredytów, zaciągając kolejny aby spłacić poprzedni.

Korzystanie z pomocy materialnej bywa jednak szczególnie trudne. Niektóre z Was zapewne uważają, że są kobiety, które bardziej potrzebują szeroko pojętego wsparcia finansowego. Inne, być może, są zbyt dumne, aby zwrócić się o tego typu pomoc, uważają to za poniżające. Doskonale to rozumiem, sama mam z takimi sprawami ogromny problem. Jest jednak na to sposób: można potraktować takie wsparcie jako rodzaj pożyczki i złożyć sobie obietnicę, a nawet jej dotrzymać (sic!), że kiedy już staniesz finansowo na nogi (zauważ, że nie użyłam przypuszczającego „jeśli"; dobre chwile przyjdą, to tylko kwestia czasu), pomożesz innej kobiecie. W dowolny sposób, może również finansowy. Dzięki temu powstanie taki stały przepływ energii, bo - jak kiedyś powiedziała mi kolejna Mądra Kobieta: „Twoje pieniądze są efektem Twojej pracy, produktem Twojej energii, podobnie jak dzieło sztuki". Wymieniaj się więc energią, wtedy nie będziesz czuła się gorsza i przestaniesz żyć w cieniu zadłużenia. Bo tak naprawdę niemal każdy, albo nawet każdy z nas, potrzebuje czasem takiego wsparcia instrumentalnego. Jest wprawdzie mała pułapka, w którą można wpaść, taki rodzaj uzależnienia, bezradności, który powoduje, że - nie wierząc we własne siły - wciąż oczekujemy wsparcia z zewnątrz, ale tego też da się uniknąć. Każda z nas ma jakiś talent, dar, który - rozwijany i pielęgnowany - sprawi, że stanie się niezależna. Odszukaj więc swój dar, zaopiekuj się nim i zaufaj mu.

Droga Samotna Kobieto! Kiedy Twój partner wyjedzie do pracy lub odejdzie w nowe życie, w Twoim świecie mogą pojawić się problemy i zjawiska, z którymi nigdy do tej pory nie miałaś do czynienia. W wielu baśniach, mitach i podaniach, jak również w literaturze fantasy, dzielny rycerz lub książę (najczęściej jest to mężczyzna, ale rzecz w równej mierze dotyczy kobiet) wyrusza do walki z potworem, który pognębił już setki innych wojowników. Jedynym sposobem na pokonanie wroga jest poznanie jego imienia. To - jak zwykle w tego typu literaturze - metafora. Jak ją odczytać? Cóż, każda z nas robi to na swój sposób, wypełnia własnymi, mniej lub bardziej uświadomionymi treściami. Jedno jest w tych indywidualnych treściach wspólne: jeśli nie wiemy z kim lub czym walczyć, nie wiemy jak się do tego zabrać.

Wyobraź sobie taką sytuację: idziesz na zakupy i masz kupić coś potrzebnego do ugotowania zupy, ale nie znasz nazwy. Podchodzisz więc do straganu i prosisz o „coś na zupę". Wyobrażasz sobie minę sprzedawcy? Możesz to opisywać, ale wiele warzyw posiada podobny kolor, kształt czy smak. Trudne? Trudne. Wyczerpujące? Wyczerpujące. Masz ochotę zrezygnować z tej wstrętnej zupy? Pewnie masz. Tyle, że jeśli jej nie ugotujesz, będziesz głodna. Dlatego warto próbować. A teraz przetłumaczmy tę dziwną opowieść na język Twojej codzienności. Wyobraźmy sobie, że Ty, albo Twoje dziecko nagle zaczynacie być wyjątkowo drażliwe: smarkacz wszystkiego się czepia, marudzi, kłóci się, wrzeszczy, ma ogólną „zazłę". Ty prosisz, tłumaczysz, grozisz, wyznaczasz kary - efektu brak. Zaczynasz więc każdej nocy planować morderstwo doskonałe (a później gryziesz się tym, jaki z Ciebie potwór - to efekt uboczny). W końcu Ty również zaczynasz mieć „zazłę". Wygląda to trochę jak psychiczne zapasy, każde z was trzyma drugie w podwójnym uścisku, unieruchomiliście się wzajemnie i nie da się ruszyć w żadnym kierunku. Nie da się?

Nieprawda. To jak najbardziej możliwe - potrzebujesz tylko
wsparcia informacyjnego. Jeśli dowiesz się, że pod zachowaniami Twojego dziecka kryje się np. lęk, poznasz imię potwora. Nie wiesz, jak go pokonać? Są tacy, którzy wiedzą. Oni poinformują Cię jak i o czym porozmawiać z kłopotliwym potomkiem. Złości Cię, że on sam nie wie, co czuje? Rozumiem. Tyle, że skąd to biedactwo ma wiedzieć, jeśli nigdy dotychczas tak nie odczuwał, a mama i tata nie nazwali jego wewnętrznego potwora? Tylko my możemy nauczyć dzieci ich samych, i na szczęście nie musimy być sami w czasie realizacji tego zadania.

Informacji możesz szukać w różnych źródłach. W sytuacji idealnej wsparciem w tym zakresie służyć mogą mamy i babcie - to one przez wieki były skarbnicami wiedzy i opokami dla kolejnych pokoleń kobiet. Niestety, solidarność kobieca i dojrzała mądrość są dziś towarami deficytowymi, ale wiele się dzieje w kierunku odwrócenia tego trendu. Przyjaciółki mogą same nie radzić sobie z takimi sytuacjami albo być zbyt zajęte własnymi problemami. Nie poddawaj się jednak. Szukaj, począwszy od książek, poprzez Internet (są fora tematyczne, na których aktywnie działają wspaniali ludzie), różnorodne grupy wsparcia, a jeśli trzeba - udaj się do odpowiednich instytucji i skorzystaj z porady fachowca. W problemach naszych dzieciaków - wbrew pozorom - wyjątkowo pomocna może być szkoła. Ja trafiłam w przypadku obu moich córek na wspaniałych wychowawców, zwłaszcza w szkole podstawowej, potem na świetnego pedagoga. Te kobiety naprawdę potrafiły słuchać, nie oceniały i - tak jak dla mnie - najwyższą wartością było dla nich dobro mojego dziecka. W szkolnych poradniach pedagogiczno - psychologicznych oraz w instytucjach prywatnych coraz częściej prowadzone są też specjalne Szkoły dla Rodziców, spełniające podwójną rolę; informacyjną oraz edukacyjną. Dzięki nim nie tylko możesz zrozumieć, co dzieje się z Twoim dzieckiem, jak odczuwa ono Twoje zachowania, ale także - w czasie zajęć o charakterze warsztatowym - przećwiczyć nowe zachowania. Znakomite są również treningi poświęcone „porozumieniu bez przemocy", filozofii komunikacji opracowanej przez Marshalla Rosenberga.

Droga Samotna Kobieto! Męża nie ma. Wszystko jedno, czy jest za granicą czy w swoim nowym życiu. Tak czy inaczej zostałaś sama z wszystkimi problemami dziejącymi się „tu i teraz". Wymagasz od siebie bardzo dużo. Jeśli masz szczęście, ludzie z Twojego otoczenia dostrzegają i doceniają Twoją odwagę i mądrość, jak również akceptują bezradność, słabości i wspaniałą niedoskonałość. Trwają przy Tobie i możesz na nich liczyć. Jeśli nie masz szczęścia, słyszysz tylko krytyczne uwagi; masz wrażenie, że wszystko robisz źle; nie sprawdzasz się w trudnej sytuacji; jesteś złą matką, żoną, gospodynią, pracownicą, przyjaciółką i właściwie powinnaś (znów to słowo!) wstydzić się, że takie coś żyje. Twoje poczucie wartości leci na łeb na szyję, a końca przepaści nie widać.

Ha, masz problem! W Twoim otoczeniu zagnieździli się umniejszacze, a ty potrzebujesz
wsparcia wartościującego. Zdradzę Ci jedną z moich tajemnic: otóż, uważam, że nie ma ludzi słabszych i silniejszych - są tacy, którzy znają swoją wartość i tacy, którzy jej nie znają. Ci pierwsi mieli szczęście wychować się w domach, w których doceniano ich niepowtarzalną indywidualność, a zarazem wzmacniano ich silne strony, nie koncentrując się na słabych. Nie oznacza to przy tym, że wpajano w nich przekonanie, że są najlepsi, najwspanialsi i świat powinien padać przed nimi na kolana - taka opinia rodziców nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością i prowadzi w prostej linii do wychowania małego narcyza. Po prostu nikt nie robił problemu z ich niedoskonałości, wspierając ich i zachęcając do ciągłych prób i poszukiwań. Oni również zapewne spotykali ludzi, którzy podobnie traktowali ich w dorosłym życiu; zdrowy radar, czyli intuicja, chronił ich przed wszelkiej maści umniejszaczami. Tymczasem ci, którzy nie znają swojej wartości, nie mieli takiego szczęścia. Zapewne ich rodzice, sami w dzieciństwie niedoceniani i zawstydzani, nie potrafili podarować im w posagu poczucia godności i przekonania o swojej wartości. Dlatego w późniejszym życiu tak bardzo lgnęli do nich ludzie, którzy swoją własną wartość budują na odbieraniu jej innym.

Droga Samotna Kobieto, czujesz, że Ty sama nie jesteś wiele warta? Przykro mi, że Cię to spotkało, ale mam dobrą wiadomość: ten mechanizm jest odwracalny, możesz odkryć albo powrócić do poczucia własnej wartości. Najpierw rzecz zasadnicza: nie ma takich kobiet (mężczyzn również), którzy potrafią sobie sami ze wszystkim poradzić. Jeśli ktoś tak myśli, to jest w wielkim błędzie, albo nie potrafi docenić dyskretnej pomocy innych ludzi (nie chcę nawet sugerować, że ich bezlitośnie wykorzystuje). Zacznę od wyjaśnienia pojęcia umniejszacz - jego autorem jest Carter Yay. Poznasz taką osobę po tym, że:

- z niewiadomych powodów czujesz się źle w jej obecności i/lub bardzo zmęczona po spotkaniach;
- masz wrażenie, że sprawuje nad Tobą kontrolę i w końcu zawsze robisz to, czego chce;
- masz wrażenie, że ciągle Cię krytykuje (stosuje technikę pozornego chwalenia, przy rzeczywistym punktowaniu słabych stron);
- nie potrafi słuchać;
- nie umie przyznawać się do swoich błędów;
- oskarża;
- wykorzystuje to, czego się od Ciebie dowiedziała/dowiedział, przeciwko Tobie;
- bagatelizuje Twoje uwagi odnośnie swojego zachowania, twierdząc, że robi to dla Twojego dobra;
- kiedy twardo bronisz swojego stanowiska, zaczyna się robić przesadnie miła/miły i mówi, jak bardzo jej/jemu na Tobie zależy;
- kiedy twardo bronisz swojego stanowiska albo nie poświęcasz jej/jemu uwagi i czasu, gdy tego chce, wybucha gwałtownym gniewem i oskarżeniami;
- czujesz się od niej/niego gorsza.

Na podstawie książki Cartera Yay'a pt. „Wredni ludzie i jak się im nie dać", opracowałam na swój użytek kilka strategii radzenia sobie z umniejszaczem. Oto one:

Podejście intelektualne: nie reaguj na umniejszanie, słuchaj z szacunkiem (przynajmniej pozornie) lub obracaj słowa umniejszacza w żart.

Podejście emocjonalne: zastosuj jego metody, wytknij, umniejsz, obraź.

Podejście wariackie: zrób coś absolutnie nieszablonowego, nietypowego, szalonego, np. zacznij śpiewać albo zatańcz wokół niego.

Podejście wojownika: skonfrontuj się bezpośrednio, zapytaj co miał na myśli; powiedz, że nie życzysz sobie określonych zachowań.

Podejście kataryniarza: poproś o powtórzenie uwag, udając, że nie rozumiesz i rób to tak długo, aż wytrącisz umniejszacza z równowagi.

Podejście kelnerskie: udawaj, że nie słyszysz i nie reaguj na dąsy; nie daj się wyprowadzić z równowagi.

Podejście psychologiczne: kiedy umniejszacz narzuca Ci swoje uczucia i przekonania, twierdząc np. „Jesteś na mnie zły", odbij piłeczkę, mówiąc: „Ja nie jestem, ale zastanawiam się, czy - skoro tak sądzisz - sam nie jesteś na mnie zły". W psychologii nazywa się to odbijaniem projekcji.

Podejście indywidualistyczne: umniejszacz często osądza i generalizuje, przypisując swoje opinie na Twój temat całemu światu albo wybranej grupie, np. „Wszyscy sądzą, że jesteś egzaltowana". Odgeneralizuj i rozszyfruj tę opinię, pytając: „A kto konkretnie?".

Podejście demaskujące: umniejszacze to mistrzowie manipulacji i podpuszczania; stosują bierno-agresywne komunikaty, zapewniając, że nie mają na myśli tego, co jak najbardziej mają. Kiedy słyszysz np. „Nie chcę cię zranić, ale w tej sukience wyglądasz jak koczkodan", zapytaj: „Co w takim razie chciałaś osiągnąć? Mnie takie słowa ranią" - a potem nie daj się wciągnąć w dyskusję.

Podejście głupiego: umniejszacze często wysyłają sprzeczne sygnały, mówią np. „Miałam dziś dobry dzień", ale przy okazji wzdychają i przybierają cierpiętniczą minę. Nie daj się na to nabrać, nie przejmuj za nich odpowiedzialności i nie pytaj z troską, czy wszystko u nich w porządku. To ich emocje, nie Twoje, nie jesteś za nie odpowiedzialna. Przyjmuj słowa jako jedyną rzeczywistość i udawaj głupią - to świetnie robi na cerę.

Podejście zapaśnika: umniejszacze uwielbiają stawiać swoje ofiary w sytuacji pozornie bez wyjścia. I rzeczywiście, nie znajdziesz wyjścia z wielu wykreowanych przez nich sytuacji na drodze poszukiwań intelektualnych. Żeby wyzwolić się z tego uścisku zapaśnika, trzeba czasem kopnąć go w przyrodzenie. Wyobraź sobie taką sytuację: zależy Ci na wyjeździe szkoleniowym (pozwoli Ci osiągnąć awans, co znacznie poprawi Waszą sytuację), a Twój umniejszacz - załóżmy, że mąż - mówi, że jeżeli pojedziesz, on wyjedzie na te kilka dni do matki i dzieci zostaną bez opieki. Masz wybierać, a tu dwie praktycznie równie ważne sprawy. Zastanówmy się jednak, czy to Twój wybór? Nie daj się wpędzić w pułapkę. Istnieje rozwiązanie, które nie obciąży Cię odpowiedzialnością za uczucia Twojego umniejszacza. Zmuś go do odpowiedzialności za jego własne decyzje; powiedz, że Ty wyjeżdżasz, bo to ważne dla Ciebie i Waszej rodziny, a on niech podejmie decyzję, którą uważa za słuszną i poniesie jej konsekwencje. Poniosą je również dzieci. Jeśli chce je zostawić, jego problemem jest zapewnienie im zastępczej opieki na czas Twojej nieobecności.

Podejście dekodujące: umniejszacz często potrzebuje publiczności, tak więc może poniżać Cię przy innych. To krępujące, ale nie warto ani rzucać się do walki, ani kłaść uszu po sobie. Spokojnym głosem można zdekodować jego komunikat, mówiąc np. „Nie wiem, co chciałaś osiągnąć, ale ...".

Droga Samotna Kobieto! Czasem te strategie są skuteczne, czasem niekoniecznie. Istnieją również przypadki nieuleczalne i wtedy najlepszym rozwiązaniem jest uciekać, gdzie pieprz rośnie, chociaż podobno w czystej formie zjawisko umniejszania występuje wśród zaledwie 1% członków naszej populacji. Jeśli miałaś pecha trafić na przedstawiciela tego procenta pamiętaj, że zawsze możesz odejść od niego, bez względu na to, czy jest to brat, mąż, teściowa czy pseudoprzyjaciółka. W przeciwnym wypadku łatwo możesz stać się ofiarą, którą paraliżuje przekonanie, że zasługuje na całe zło, jakie ją spotyka, czyli nie zasługuje na nic dobrego. Fatalny stan! Może zdarzyć się również tak, że - w ramach samoobrony - sama staniesz się takim umniejszaczem. Zresztą, bez względu na to jak trudno się do tego przyznać, chyba w każdym z nas siedzi taki potworek. Lepiej go nie hodować. Strategia umniejszania pozwala przeżyć, ale nie jest do tego przeżycia konieczna, a strategia ofiary odbiera wszelką siłę, dlatego wypowiadam wojnę umniejszaniu! Mam nadzieję, że - w imię swojej godności - przyłączysz się do tej krucjaty. Jesteś tego warta. Jesteś warta wszystkiego, co najlepsze.

Samotność. Podobno to znak naszych czasów. Stała się w dużym stopniu Twoim udziałem, jeśli nie ma przy Tobie partnera. W sytuacji porozstaniowej możesz potrzebować więc również
wsparcia towarzyskiego. Równie trudno jest przy tym kobietom, których partner wyjechał do pracy za granicę, jak i tym rozwiedzionym. Pierwsze znajdują się w sytuacji „ni to panny, ni to mężatki" i stają przed problemem samotnych wizyt na różnego rodzaju okolicznościowych imprezach, bo przecież „nie wypada" w takiej sytuacji iść ze znajomym. 

Dla mnie najtrudniejsze były chyba śluby i wesela, dlatego - po kilku niezbyt udanych próbach - zaczęłam ich starannie unikać. Uruchamiały we mnie poczucie porzucenia, smutek, złość; sprawiały, że usztywniałam się i nie byłam w stanie dobrze się bawić. W dodatku wciąż myślałam o tym, że nie powinnam się bawić, kiedy mąż ciężko pracuje. Z perspektywy czasu ogromnie współczuję tym, którzy mi wtedy towarzyszyli. Nie da się ukryć: zrobił się ze mnie straszny sztywniak. Nie było łatwo przekonać samą siebie, że mam prawo dobrze się bawić nawet bez obecności męża, ale w końcu się udało. Warto było nad tym popracować, bo zabawa jest wartością samą w sobie. Pomaga się zrelaksować, oderwać na chwilę od codziennych problemów; śmiech masuje mięśnie brzucha, zwiększa pojemność płuc, poprawia ukrwienie. Dzieciaki, widząc szczęśliwą mamę, same dobrze się bawią i lepiej czują - dają sobie do tego prawo. W dodatku takie większe imprezy to szansa na poznanie nowych, fascynujących ludzi.

Nieco inaczej jest z kobietami po definitywnym rozstaniu. One wprawdzie mogą ruszyć na bal z przyjacielem czy nowym partnerem, ale po rozwodzie - w ramach podziału majątku - często następuje również podział przyjaciół. W sytuacji idealnej nikt nie musi stawać po niczyjej stronie i kontakty towarzyskie zostają zachowane, ale nie oszukujmy się - zdarza się to niezmiernie rzadko. Chwila, gdy na wspólnej imprezie pojawia się samotny były mąż i była żona z nowym partnerem (lub na odwrót) dla nikogo nie jest łatwa. Warto spróbować nie wciągać przyjaciół i znajomych w przedrozwodowe rozgrywki, ale jeśli to się nie uda... Trudno, lepiej się z tym pogodzić, docenić tych, którzy wytrwali przy Tobie i poszukać nowych.

Gdzie szukać nowych przyjaciół? Cóż, na pewno nie w domowej kuchni, albo przed telewizorem. Tymczasem wiele z nas popełnia ten błąd. Z powodu źle pojętej lojalności, albo toksycznego wstydu, zamykają się w czterech ścianach i izolują od ludzi. Nie tędy droga, kochana. Zacznijmy od tego: jeśli jesteś rozwódką, nie musisz szukać od razu mężczyzny, a w każdym razie nie po to, by w jak najkrótszym czasie wyjść za niego za mąż. Najpierw ochłoń, odtajaj, poczekaj, poznaj ciekawe, inspirujące kobiety, wzmocnij się. Jeśli Twój mąż wyjechał za granicę, poszukaj innych kobiet, które są w podobnej sytuacji. W obu wypadkach: nie uciekaj od świata.

Możesz oczywiście przenieść swoje życie towarzyskie do sieci i zbudować sobie alternatywny świat razem z alternatywną tożsamością. Tylko czy da Ci to satysfakcję? Nawet do najbardziej oryginalnego Nicka nie da się przecież przytulić, potrzymać za rękę, czy iść razem na zakupy. Nie oznacza to, że odradzam całkowicie poszukiwanie towarzystwa przez Internet, ale zdecydowanie nie polecam wszelkich portali randkowo - seksualnych. Sama wprawdzie pozostałam obojętna na uroki wirtualnej rzeczywistości, jakoś brakowało mi realnej obecności rozmówców, ale znam kobiety, które uległy tej modzie. Wiele z nich w mniejszym lub większym stopniu traciło kontakt z rzeczywistością, a świat wirtualny powoli wypierał realny. Co więcej, aktywne uczestnictwo w życiu innych internatów pochłaniało tak wiele energii, że niewiele pozostawało jej na codzienność. Istnieje wprawdzie wiele forów tematycznych, gdzie można porozmawiać z interesującymi ludźmi, warto jednak trzymać się tych samych zasad, jakich uczymy nasze dzieci: nie podawać informacji, które pozwolą rozmówcy odnaleźć nas w prawdziwym świecie; nie przyjmować bezkrytycznie jego słów; umawiać się jedynie w bezpiecznych, zaludnionych miejscach, a w ogóle mieć otwarte oczy i umysł.

Niektóre kobiety chętnie korzystają z możliwości uczestnictwa w specjalnie organizowanych spotkaniach dla samotnych. Inne wolą różnej maści biura matrymonialne, co nie zawsze prowadzić ma do stałego związku. Co kto lubi. Ja polecam wszelkiego rodzaju tzw. rozrywki kulturalne, czyli kino, teatr, wystawy (nie tylko te w muzeach), koncerty, itp., itd. Dla tych, które są w niezłej kondycji finansowej świetnym rozwiązaniem może być podjęcie ciekawych studiów lub rozpoczęcie szkoleń - to takie dwa w jednym, połączenie przyjemnego z pożytecznym, bo przy okazji podnoszenia kwalifikacji zawodowych można naprawdę nieźle się bawić. Niekoniecznie jednocześnie. Jeśli więc czujesz się samotna i wydaje Ci się, że obok Ciebie nie ma nikogo bliskiego i godnego zaufania, pamiętaj: nikt nie jest samotną wyspą!!!

przejdź do następnego rozdziału >>